sobota, 5 stycznia 2019

Słodki drobiazg...

był mi potrzebny jako dodatek do głównego prezentu dla pary pewnych 40-latków :-)
Wpadły mi w necie w oko pomysły na spersonalizowanie czekoladek Merci i bardzo mi się ten pomysł spodobał.
Jako, że Magda jest fanką czerni i bieli, dlatego w tym kierunku poszedł dobór papierów na czekoladkowe etykiety. Miało być nieco dowcipnie i nie do końca sklepowo.
Było nieco pod górkę, bo oczywiście, robiąc pierwszy raz taką pracę, nie przewidziałam, że czekoladki, tak ściśle firmowo zapakowane w pudełku, po owinięciu grubszym papierem będą z niego wyłazić. No i wyłaziły, i to jak ;-)
Ale przewinęłam raz jeszcze, zdecydowanie ściślej i udało się je jakoś ułożyć. Do tego życzenia z przymrużeniem oka i drobiazg gotowy. 
Wierzch prosty, nieprzekombinowany.
Mam nadzieję, że pomysł trafił w gusta obdarowanych i sprawił im przyjemność.
Myślę, że ten pomysł wykorzystam jeszcze nieraz - bogatsza o doświadczenia, nie popełnię znanych mi już błędów ;-)  

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Tęczowy kocyk...

to akcja w którą zaangażowałam się jakiś czas temu. Trochę zadziałał przypadek, trochę potrzeba serca, a nieco przemyślenia i własne doświadczenia. Sama, jako mama 4 zdrowych dzieci, nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje rodzic, którego dziecko umiera. A właśnie takich rodziców wspiera grupa wspaniałych Kobiet, zrzeszonych w grupie Tęczowego Kocyka. Cytuję wpis na profilu fb grupy, która tak pisze o swojej działalności:
"Dla kogo tworzymy rożki, kocyki, czapeczki ? Dla aniołków - dla dzieci urodzonych z wadami letalnymi, takich które umierają już w łonie matki lub niedługo po urodzeniu, hiperwcześniaków (urodzonych między 12 a 24 tygodniem ciąży), dla maluszków tak małych, że nie można dla nich kupić ubranek a każdy kocyk jest za duży. Pomagamy tym samym rodzicom godnie pożegnać swoje dziecko, okryte kocykiem lub rożkiem a nie szpitalną chustą. Nasze wyroby to także pamiątka dla rodziny."
Sami przyznajcie - trudno przejść obok takiej inicjatywy obojętnie. Najpierw życie postawiło na mojej drodze Paulinę (Jej historia tutaj), potem zaangażowałam się w zbiórkę materiałów dla dziewczyn z grupy Kocyka, z których mogą tworzyć rożki, szatki, czapeczki i inne drobiazgi.
Na spotkaniu Mazowieckiej Grupy TK miałam okazję pooglądać cudeńka innych rękodzielniczek - piękne rzeczy tworzą. Na ich widok kręci się łza w oku.
 
Ale to niesamowite, że są osoby, często z własnymi, tragicznymi doświadczeniami, które chcą swoimi działaniami wspomóc tych, których życie doświadczyło w tak trudny sposób.
Czapki z głów dla Pomysłodawczyń i Koordynatorek. Cieszę się, że mogę dołożyć malutką cegiełkę do tego niesamowitego działania. A ponieważ nie czuję się na siłach szyć tak malutkich ubranek, więc na razie tworzę motylki i niezapominajki do Pudełek Wspomnień.

niedziela, 30 grudnia 2018

Piżamowy Pożeracz...

powstał, co by zakończenie roku było z przytupem.

No i jest, i zachwyca nas, i zachęca do kolejnych prób.
Wzór, wykrój i wszelkie wskazówki znajdziecie na blogu Ewy "Szyj i daj szyć innym" - czytelnie, prosto, łopatologicznie. Polecam :-)
Mój Pożeracz powstał w dużej części z dzianin, co mi - początkującej szyjącej - mocno utrudniło pracę i wpłynęło nieco na estetykę Pożeracza, ale przecież "wszystkie dzieci nasze są", więc nie zauważamy niedoskonałości i kochamy miłością wielką.
Po opadnięciu kurzu z sylwestrowych parkietów na pewno sięgnę ponownie po wykrój i stworzę kolejnego Pożeracza - ma być w niebieskościach i czerwieniach :-)

wtorek, 18 września 2018

Virus...

to kolejna praca, którą udało mi się skończyć w wakacje. Tym razem sięgnęłam po znany wzór, którego nazwa, jakże adekwatna, pokazuje jak wielki zasięg i popularność ma tenże schemat.
Pracę zaczęłam, jako uczestniczka grupy facebook'owej, na której dzierga się ustalone odgórnie wzory. Niestety, codzienność spowolniła na tyle moje działania, że grupa już dawno sięgnęła po kolejne wzory, a ja wciąż dziubałam swojego Virusa. W końcu jednak udało się i... tadam, oto jest.
Zrobiony z 1 jednego zwoju wełny Swing (kupiona w Liloppi), mieszanki merynosa z akrylem, 1000 m, trzypasmowej. 
Moje zestawienie kolorystyczne, ale pójdzie w świat, do dobrych ludzi :-)

niedziela, 16 września 2018

Luddig...

chusta ze wzoru Iwony Eriksson (wzór do kupienia tutaj) Zupełnie przez przypadek kupiłam ten sam kolor wełny, co Iwona, więc powstała wierna kopia Jej pracy. W dodatku moją Luddig dziergałam w Skandynawii - ci, co znają Iwonę, wiedzą, gdzie mieszka ;-)
Praca szybka i bardzo przyjemna. Wełna Val Gardena, w dużych 200 gramowych zwojach to 360 metrów włochatego, miłego puchu. Użyte druty, to 7, więc praca przybywała w błyskawicznym tempie. 

Powstała chusta średniej wielkości, myślę, że będzie nieźle grzała :-)

sobota, 15 września 2018

Lekturowo...

postępujemy do przodu. Poziom przygotowania do planowanego wyjazdu w następne wakacje, o którym co nieco tutaj, podniósł się delikatnie. Wspólnie, dosyć szybko, w dwa wieczory pochłonęliśmy z Szymim "Lottę z ulicy Awanturników" - kontynuację "Dzieci...", w której Lotta, o rok starsza, ma coraz ciekawsze pomysły, z wyprowadzką z domu włącznie. Szymi martwił się, jak Lotta sobie poradzi w swoim samodzielnym mieszkanku, ale wszystko skończyło się dobrze, a przygody Lotty były świetnym wstępem do szalonych pomysłów bohaterki kolejnej książki, lekturę której zaczęliśmy. No i pokochaliśmy miłością wielką Niśka ;-)
Ja sięgnęłam po książkę Astrid Lindgren, adresowaną do nieco starszych czytelników i razem z Kati udałam się w podróż po Ameryce lat 50-tych. Spojrzenie na Stany nieco archaiczne, ale jednak urocze i nostalgiczne. Szczególnie poruszyły mnie rozdziały, opisujące stosunek białych Amerykanów do czarnoskórych mieszkańców kraju. Niby tak odległa historia, a przecież nie tak dawna. Daje do myślenia...
Tak więc uaktualniam stan czytelniczy na dziś

Dzieci z ulicy Awanturników - przeczytana
Lotta z ulicy Awanturnikó - przeczytana
Pippi Pończoszanka - się czyta

Kati w Ameryce - przeczytana
Kati we Włoszech - się czyta

sobota, 1 września 2018

Już dana...

w prezencie, więc mogę się pochwalić.
Torba Origami, bo o niej mowa, powstała w dwóch wersjach rozmiarowych - najpierw, potem powstała jeszcze trzecia ;-). Wzór i podpowiedzi, jak wykroić, złożyć i uszyć znalazłam na blogu Lola Nova.
Pierwszą uszyłam z prostokąta 45 x 135 cm, drugą z 60 x 170 cm. Pierwsza mniejsza - idealna na codzienne zakupy, druga wyszła olbrzymia - idealna na plażę lub wielkie zakupy w IKEA ;-) 
Pierwszą porwała Córka, druga miała trafić do pewnej Anny w prezencie imieninowym. 
Dodatkiem do niej była saszetka na drobiazgi - też taka w stylu origami. Wszystko uszyte z tkanin Home Decor, zakupionych od Czupurnej :-) Tutek od Hiromi tutaj.



No i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie mój własny, prywatny Małżonek, który zaczął krecią robotę, określając torbę "torbiszczem" i dziwując się, że taka ogromna. Zasiał we mnie niepokój, czy aby nie przesadziłam z rozmiarem, tym bardziej, że adresatka, która miała być obdarowana tym "drobiazgiem" jest drobnej budowy i pewnie zapakowałby się do tej torby sama we własnej osobie.
I tak zasiana niepewność zaczęła mnie drążyć i powoli przekonałam się, że chyba jednak pochylę się nad wykrojem raz jeszcze. W efekcie powstała trzecia torba - z materiału Home Decor od wymiarach 50 x 150, które po obszyciu zmniejszyły się o 3 cm.
Do torby uszyłam, podobnie, jak poprzednio, saszetkę, pasującą kolorystycznie - znów wzór origami - idealna na różne przydasie torebkowe.

Myślę, że wyszedł całkiem gustowny komplet i że nowa Właścicielka zechce się z nim na jakieś zakupy wybrać - choćby po kartofle ;-)