przeszły do historii - i chyba mogę uznać je za udane.
Dzieci wyglądały na zadowlone, Mamy i Babcie również.
Efekty pracy dzieci i ich opiekunów zachwyciły nie tylko mnie :-)
Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda mi się odwiedzić tą szkołę i jej Uczniów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kurs. Pokaż wszystkie posty
piątek, 13 grudnia 2013
niedziela, 17 czerwca 2012
Spotkań przedszkolnych cd...
ponieważ po raz kolejny zostałam zaproszona na warsztaty do zaprzyjaźnionego przedszkola w moim miasteczku.
Tym razem obłaskawiałyśmy papier ryżowy, dekorując nim szkło.
Najpierw było rwanie i wyrywanie, potem naklejanie
walka z suszarkami, bo korki wyskakiwały, a chciałam, żeby Pani mogły podziwiać swoje prace tego samego dnia
Dalej w ruch poszły pędzle i lakier, aby na koniec udekorować lampiony atłasowymi wstążeczkami.
I znów było miło, wesoło i niesamowicie twórczo.
Dziękuję Wam, moje miłe Pani, za atmosferę i wspólną pracę :-)
A na niwie działalności domowej króluje bizu, bo się troszkę przetrzebiło.
Do cieniowanej bransoletki powstał takiż sam naszyjnik. Komplet czeka teraz jeszcze na kolczyki.
Zatęskniło mi się również za ceramiką, a zapas kulek i innych elementów był, więc udało mi się stworzyć kilka dyndadełek pępkowych ;-)
A teraz wracam do drutów i czegoś co bardzo domaga się ukończenia, bo czas nagli - już niedługo prezentacja :-)
Tym razem obłaskawiałyśmy papier ryżowy, dekorując nim szkło.
Najpierw było rwanie i wyrywanie, potem naklejanie
walka z suszarkami, bo korki wyskakiwały, a chciałam, żeby Pani mogły podziwiać swoje prace tego samego dnia
Dalej w ruch poszły pędzle i lakier, aby na koniec udekorować lampiony atłasowymi wstążeczkami.
I znów było miło, wesoło i niesamowicie twórczo.
Dziękuję Wam, moje miłe Pani, za atmosferę i wspólną pracę :-)
A na niwie działalności domowej króluje bizu, bo się troszkę przetrzebiło.
Do cieniowanej bransoletki powstał takiż sam naszyjnik. Komplet czeka teraz jeszcze na kolczyki.
Zatęskniło mi się również za ceramiką, a zapas kulek i innych elementów był, więc udało mi się stworzyć kilka dyndadełek pępkowych ;-)
A teraz wracam do drutów i czegoś co bardzo domaga się ukończenia, bo czas nagli - już niedługo prezentacja :-)
poniedziałek, 11 czerwca 2012
Podróże kształcą... odc. 3
Kolejna wyprawa robótkowa zawiodła mnie i moje dwie Koleżanki w niezbyt odległą od mego domu okolicę, pięknie położoną nad wodą, wśród lasów. I tam właśnie, w przemiłym towarzystwie Kasi z WoolArtStudio i pod Jej czujnym okiem zgłębiałyśmy tajniki filcowania.
Podstawy znałyśmy wszystkie trzy, ale zapragnęłyśmy spróbować ufilcować nunofilcowy szal, otulacz i torbę.
Wybór czesanki nie był łatwy...
potem mizianie...
Ja pędziłam do przodu, ale innym Twórcom praca nad wymyśleniem i ułożeniem wełny zajęła więcej czasu, bo i produkt bardziej wymagający. Dziś, znając efekt końcowy, stwierdzam, że warto było. A zadowolenie widać gołym okiem ;-)
Moje starania zostały zwieńczone takim efektem:
Otulacz można nosić na różne sposoby. Wersja głeboko-zimowa na duże mrozy:
Podstawy znałyśmy wszystkie trzy, ale zapragnęłyśmy spróbować ufilcować nunofilcowy szal, otulacz i torbę.
Wybór czesanki nie był łatwy...
choć ja od początku wiedziałam, że mój otulacz ma być energetyczny, w mocnych barwach i poszłam w stronę niebieskości, granatu, szmaragdowej zieleni i turkusu.
No i zaczęłyśmy naszą współpracę z wełenkami. Najpierw było rwanie i komponowanie...
potem mizianie...
Moje starania zostały zwieńczone takim efektem:
Do szala ufilcowałam jeszcze kwiat:
Czesanka została dodatkowo ozdobiona odrobiną jedwabiu, który pięknie połyskuje, wtopiony w wełenkę.
Otulacz można nosić na różne sposoby. Wersja głeboko-zimowa na duże mrozy:
Wersja jesienna:
A tutaj już na zupełnie ciepłe dni ;-)
No i jeszcze parę spojrzeń na kwiat - zachwyciła mnie jego forma.
Kurs u Kasi był czasem pełnym inspiracji, odkrywania piękna wełny, jej podatności na pracę naszych rąk - dziękujemy Kasiu raz jeszcze. A zupa była pyszna ;-)
No i już planujemy kolejne spotkanie !
sobota, 3 września 2011
Pracowicie...
Poziom zapracowania u mnie ostatnio na poziomie super-wysokim. Bo i Kuligów, i spotkania robótkowe, nie zapominając o Szymciu i pozostałych Szkodnikach.
W zeszłym tygodniu, w gronie sympatycznych i bardzo kreatywnych Pań, w Galerii przy Fabryczce, bawiłyśmy się kalką, tuszem, stalówkami, siatkami i innymi takimi. Najpierw poznałyśmy podstawowe właściwości kalki, a potem każda z Pań wykonała własny projekt - zabawa była przednia i mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
W zeszłym tygodniu, w gronie sympatycznych i bardzo kreatywnych Pań, w Galerii przy Fabryczce, bawiłyśmy się kalką, tuszem, stalówkami, siatkami i innymi takimi. Najpierw poznałyśmy podstawowe właściwości kalki, a potem każda z Pań wykonała własny projekt - zabawa była przednia i mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.
W międzyczasie, na spacerach z Szymkiem, kiedy ten sobie smacznie spał, udało mi się dorobić bransoletkę do kompletu do naszyjnika, wykonanego już jakiś czas temu. Lubię ten wzór - ładnie się układa, sprawnie się robi, pasuje i do gładkich i cieniowanych nici.
A Szymcio mnie czasami jednak podgląda, choć udaje, że śpi ;-)
Czy ktoś zgadnie, jak powstało to zdjęcie ? Dodam, że bez użycia Photoshopa ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)