W związku z powyższym wzięłam ja sobie zapas gazety na zjazd na moją uczelnię i wraz z pracowitymi "Mróweczkami" z mojej grupy przyswoiłam sobie sztukę plecenia rurek
ich składania w całość - w jednych miejscach bardziej stałą, w innych rozlatującą się straszliwie
ale udało się i to nie tylko mi
Po powrocie do domu koszyczek dostał ostatni szlif - nie wyplotłam uchwytu, bo nie miałam pomysłu na wykorzystanie takiej formy
sięgnęłam po zapas farby w kolorze ścian w moim salonie i mam pojemniczek na różne przydasie, tudzież podchrupajki
Nie jest to może dzieło nadzwyczajne, ale dla mnie o tyle cenne, że jakoś mnie ta wiklina nie nęciła i nie sądziłam, że uda mi się sklecić coś z kilku rurek gazety, a tu proszę - znów sama siebie zaskoczyłam (nie wspominając mego najbliższego otoczenia ;-)