że mi się udało. Nie ukłułam się, nie usnęłam snem stuletnim (ku zawodowi niektórych ;-), nie związałam dokumentnie, a to co leży przede mną powoduję, że puchnę z dumy niekłamanej :-)
Kilka godzin z
Kasią, ciut czesanki i mam - kilka metrów własnoręcznie uprzędzionej, krzywej niemożliwie wełenki :-D
Radość, jakby mi kto w kapelutek narobił, bo nie podejrzewałam, że tak sprawnie mi pójdzie - na początku szło opornie, ale jak czujne oko Nauczycielki poszło se w siną dal wraz z Właścicielką, to paluszki me odzyskały sprawność i się udało.
Powiem więcej - spodobało mi się straszliwie, mam ochotę próbować dalej, z inną czesanką, tylko nie wiem co mam teraz zrobić z tym moim pierwszym uprzędem - zdjąć i wkleić w pamiętnik, czy co ?
ps. wiem, że obiecałam opisać kurs, w którym niedawno uczestniczyłam, ale musiałam się szybciutko pochwalić, wybaczcie :-)