Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą korale. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Wykańczam...

różne zamówienia, bo trochę się tego zebrało.
Na pierwszy ogień poszedł komplet beadingowy - bransoletka i kolczyki w odcieniach szarości z dodatkiem granatowych seed beads.




Ponieważ przygotowałam dwie wersje kolczyka, to z drugiej kulki, która została, zrobiłam elegancką zakładkę.




Kulki, które uplotłam baaaardzo dawno temu, wreszcie znalazły swoje docelowe miejsce w naszyjniku, w połączeniu ze sznurkiem satynowym i szlifowanym szklanymi koralikami.





Jedna taka znajoma zamówiła sobie ceramiczne, energetyczne żółcie z dodatkiem jesiennych brązów i zieleni - wyszły pozytywnie kolorowe :-)


Dorabiałam też kolczyki do wisiora z paverpolu


 i dwie pary do bransoletek typu "turek". Prościutkie, ale podoba mi się ta ich prostota.



Kolejne biżutki na blacie - niedługo pokażę efekt :-)

wtorek, 15 listopada 2011

Cudne...

ach, cudne. I nie obawiajcie się, że popadłam w samozachwyt czy też nieopanowany, egoistyczny samochwał, a broń Józek !
Zachwyciłam się zdjęciami, zrobionymi przez moją Koleżankę Kasię - polecam Jej album na facebooku. Robi piękne zdjęcia dzieci, brzuszków przyszłych Mam i inne takie.
W ostatni weekend również moje prace wlazły Kasi w obiektyw, a ja nie mogę się nadziwić, że to moje rękodziełka ;-)








wtorek, 9 sierpnia 2011

Perłowo...

Co by odpocząć od maleństw 2-milimetrowych, cieniutkich igieł i innych takich poczyniłam wczoraj porządki ogólne i przeglądowe w perełkach.  No i na wierzch wylazły mi spore ilość pereł 10 mm, zakupionych dla Miecia, skipiszowanych w najodleglejszym zakątku szuflady, co by wyrzutów głośnych nie czyniły. Wstążek też mi jakoś się uzbierało, więc stwierdziłam, że chyba najwyższa pora ja wykorzystać.
Widziałam kiedyś takie korale w necie - nie wiem gdzie, chyba u Miranki, pewnie też w jakimś sklepie internetowym - spodobały mi się bardzo, ale nigdy nie starczało czasu, aby się z nimi zmierzyć. 
Wczoraj powstały 3 pary :-) No i mam jeszcze pomysł na bransoletki z 8mm koralików, robione w ten sam sposób.










poniedziałek, 18 lipca 2011

Śladami Szwejka i koralików...

Obiecywałam jakiś czas temu sprawozdanie z wyjazdu do Pragi. Wyjazd miał miejsce 3 tygodnie temu i było oczywiście cudnie.
Mieszkaliśmy nad samą Wełtawą, a z okna mieliśmy piękny widok na rzekę i na statki po niej przepływające. W oddali widać było Wyszehrad i Petrin, a do Mostu Karola i Starówki mieliśmy 10 minut piechotą.


Szymon sprawował się świetnie, a był to jego pierwszy wyjazd za granicę. W dodatku trochę na czarno – zakręceni rodzice jakoś nie pomyśleli o dowodzie tymczasowym ani paszporcie dla dziecka. Na wszelki wypadek, co by nas nie zamknęli, a dziecka nie zatrzymali w domu dziecka do wyjaśnienia sprawy, wzięliśmy ze sobą akt urodzenia Szymka. Na szczęście nikt się nami nie interesował, więc braku dokumentu nikt nie zarejestrował, a niefrasobliwość rodziców nie wyszła na jaw.


Dodatkowego smaczku naszemu pobytowi w Pradze dodała pewna rozmowa telefoniczna – moja z Jolinką (raptem dzień przed naszym wyjazdem). Miła koleżanka uświadomiła mi, że przecież Czechy są zagłębiem koralikowym, a Jablonex, Preciosa i inne firmy produkujące rzeczone dobra mają się świetnie, więc zapewne odwiedzę sklepy z wyżej wymienionym asortymentem. Jolinka wiedziała, że ostatnimi czasy zapragnęłam poznać tajniki beadingu. No i tu mnie miała.
Okazało się, że najbliższy sklep z koralikami mamy rzut beretem, więc od razu, następnego dnia po przyjeździe ruszyliśmy tam spacerkiem (raptem 10 minut). Obkupiłam się trochę, choć, w związku ze zbliżającym się przedłużonym weekendem i kilkoma dniami wolnego, w sklepie były spore braki. Mietek jednak nie narzekał, trochę poszalał, a jako, że w Pradze mieszka nasz kolega, więc wkrótce mam nadzieję zwiększyć swój stan posiadania ;-)
Niedaleko od koralikowego raju zaatakowała mnie księgarnia – w kwestii książek rękodzielniczych wypas pełen i niech się nasze wydawnictwa wstydzą. Nie wiedziałam, co chwytać, tyle pozycji mi wpadło w oko. Nie bacząc na możliwe perturbacje językowe (w końcu moja Siostra nie na darmo uczy się od kilku lat czeskiego ;-), zakupiłam kilka ciekawych pozycji – podstawy beadingu (2 szt.), filcowanie i książkę traktującą na temat podstaw koronki klockowej, napisana przez moją znajomą, więc nie mogłam jej nie mieć ;-)

I tu odetchnęłam z ulgą – Mietek się zasycił i nadeszła pora na 3-dniowe podziwianie architektury, zabytków, widoków rożnorakich na miasto, które uwielbiam. Mąż, jako mniejszy wielbiciel zwiedzania, dzielnie, wraz z Szymkiem, podążał za mną, wydobywając z siebie umiarkowane odgłosy zachwytu. A było się czym zachwycać – sami popatrzcie...




 Na jednej z wystaw zachwycił mnie cały zastęp żelazek z duszą, a już najbardziej te dwa, ubrane w szydełkowe sweterki z pomponikami :-)




No i na koniec moja ukochana budowla praska - Katedra. Zachwycająca majestatem, godnością, perła wśród przedstawicieli gotyckiej architektury.







Co by mi się droga do i z Pragi nie nudziła, zapewniłam sobie zajęcie dla rąk w postaci frywolitki. A oto efekty mych działań:










Po powrocie do domu znalazłam jeszcze czas na wypróbowanie kolorowych lnów, które dostarczyła mi przyjazna duszyczka robótkowa – Ola. Lny piękne, ładnie komponują się z drewnianymi koralami – skrzętnie je wykorzystałam, bo to już ostatni moment na wyrób letniej biżuterii – już niedługo trzeba będzie sięgnąć po filc ;-) Korale czekają na nowe właścicielki, a prezentują się tak:




































A już niedługo zaprezentuję Wam moje pierwsze, nieporadne próby z dziedziny beadingu – tylko proszę się nie śmiać, bo dopiero się uczę. Atmosfera i okoliczności Suwalskiej przyrody sprzyjają nauce, więc mam nadzieję, że będzie tylko lepiej :-)