Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronka klockowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koronka klockowa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 kwietnia 2015

Sielsko...

anielsko zaczął się weekend, bo skończył się Anioł, którego zaczęłam pleść w Wielkanoc. Właśnie odpięłam go z wałka. Moim zdaniem prezentuje się uroczo - bardzo lubię ten motyw; prosty, ale symboliczny.
Anioł odfrunie wkrótce do tegorocznej "Komunistki" i mam nadzieję, że spodoba się Darczyńcom, którzy chcieli go podarować Wnuczce. Życzę, aby Anioł był dobrym duchem i symbolicznym opiekunem. 


A klocki już przygotowane do kolejnej pracy - mam nadzieję, że wałka ponownie nie pokryje kurz.

wtorek, 8 października 2013

Przypomniałam sobie...

że istnieje świat poza szkołą, dziećmi, lekcjami, bo chyba na chwilkę o tym zapomniałam.
Tak więc w weekend była terapia wstrząsowa - góry, Bobowa i inne takie ;-)

  
Były zachwyty nad nowymi kolekcjami

pracami z różnych stron świata





spotkania z dawno nie widzianymi znajomymi
poznałam co to fascynator...

No i te wieczorne rozmowy, dzierganie. 

Udało mi się nawet osnuć harfę ;-)



Świetny był ten wyjazd i baaaaardzo mi potrzebny :-)

niedziela, 21 lipca 2013

Preludium...

i rozgrzewka w Zielonej Górze - przystanek w drodze do Ponikli. W cudnym towarzystwie, w gościnnym domu Oli, przy wałku, klockach, pysznym żarełku. Ach, bosko mi i sielsko.
Skorzystałam z okazji i doświadczenia Oli i wysupłałam broszkę klockową.
Półprodukt jawił się średnio atrakcyjnie,
ale już efekt końcowy zadowolił me poczucie estetyki :-)

I jeszcze z jednej strony :-)
No to tak twórczo rozpoczęłam mą wakacyjną przygodę. Jutro ruszamy, już w komplecie, w dalszą drogę do Ponikli.
A Was zapraszam do komentowania i dzielenia się swoimi opiniami, na temat mojej pierwszej brochy klockowej i nie tylko ;-) 

poniedziałek, 13 maja 2013

Na biało...

bo wciąż komunijnie. A że wczorajszą niedzielę poświęciłam słodkiemu lenistwu i oddałam się robótkom, to udało mi się wykończyć komplet biżuteryjny dla Mamy Komunistki. W związku z mnogością kolorów w stroju rzeczonej i występującej tam białej barwie, uznałam, że koraliki w tym samym kolorze będą jak najbardziej na miejscu.


A wieczorem dokończyłam Anioła klockowego i tak się oto prezentuje:


Moje ulubione połączenia kolorystyczne w koronce - biel ze srebrem :-)
Pozdrawiam z poniedziałku i oby kolejne dni były spokojniejsze od dzisiejszego, bo u mnie to jakiś dzień konia połączony z Armagedonem ;-)

sobota, 4 maja 2013

Scrap, scrapu, scrap...

bo pasja kartkowa wciąż mnie dopada, szczególnie, że rozpoczął się okres uroczystości różnorakich .
Z tej to przyczyny wyciągnęłam papiery, coś tam jeszcze dokupiłam i ruszyły do pracy nożyczki, wykrojniki i inne takie.
Efekty, bardzo proszę, chwalę się:
W pierwszej kolejności powstała kartka w torebce wg kursu Joli przeznaczona na Chrzest Św. pewnej małej Marysi
W pracy wykorzystałam obrazek, zakupiony u Janet oraz papiery z Galerii Papieru (miłość ma wielka od pierwszego spojrzenia - Jutrzenka oraz bloczek Love Story)

Drugi zestaw to prezent z okazji pojawienia się Filipa, który ma się urodzić w drugiej połowie czerwca.
Tutaj ponownie zastosowałam grafikę Janet i papiery z Galerii Papieru,

 a gotową kartkę zapakowałam w torebkę.
W planach mam jeszcze dwie kartki - jedną na Chrzest, drugą na Komunię Św. Zapowiada się pracowity wieczór, a jutro znów małe spotkanie scrapowe - będziemy rozgryzać technikę wykonania i zdobienia exploding box. :-)

A wczoraj, opłakując Annę German w czasie ostatniego odcinka serialu ubrałam do końca Anioła w suknię, dziś będą się pleść rękawy :-)

Jak na razie, Anioł wychodzi zwiewny, eteryczny i chudzieńki, jak to Anioł ;-)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Frywolnie na majówkę...

bo i maj za pasem i komunie zbliżają się wielkimi krokami, więc pora frywolitkowe wianki wić.
A mam ci ja jedną Komunistkę wśród znajomych, szczególnie bliską sercu memu. I dla Niej to właśnie skorzystałam ze świetnego kursu Woalki i wskazówek Ani Koroneczki odnośnie sprężynek. I tak sobie machając czółenkiem wieczorami, przygotowałam taki oto wianuszek:



Zdjęć tak z dalszej perspektywy lub na głowie Komunistki na razie nie posiadam, ale obiecuję wkrótce dorzucić.
Ponadto wreszcie wołania klocków dobiegły uczu moich i dokończyłam serducho siekankowe, które zaczęłam wieki temu:
A po skończeniu wprawki sercowej wzięłam się za poważniejszą pracę i taki oto anioł przysiadł mi na wałku:
Cudnie móc znów poczuć gładkość klocków w palcach i usłyszeć ich stukot, tak bardzo miły dla uszu moich, a w tym czasie nici plotą się, jakby żyły własnym życiem - mam nadzieję, że Anioł z tego powstanie słuszny. Taki Anioł z dobrym sercem, co by się opiekować swoją malutką Podopieczną :-)

czwartek, 4 listopada 2010

Moje zauroczenia cd....

Pisałam jakiś czas temu o swojej fascynacji frywolitką i drogach którymi dochodziłam do nauczenia się tej techniki – lekko karkołomnie było, ale jakoś się udało i cieszę się, że zaprzyjaźniłam się z czółenkiem, bo igły, niestety, nie lubię – sorki igłujące ;-)
Dziś chciałabym wyciągnąć z odmętów pamięci początki mojej zabawy z klockami. Chodziły za mną te klocki, oj chodziły – co raz z różnych czasopism czy netu wyglądały i kusiły. Kilka lat temu natknęłam się na nie w Łodzi na Festiwalu – były Pani z Bobowej, były wałki i no i oczywiście te małe drewniane jędze zwisały z nich i kiwały zachęcająco paluszkiem. Nawet zapisałam się na kurs, potem odwiedziłam jeszcze jedną z bobowskich koronczarek w hotelu, ale nijak ta plątanina nici do mnie nie przemawiała – nie wiedziałam co z czego się bierze, dlaczego plączę tę a nie inną parę klocków – pytań i wątpliwości mnóstwo i znikąd odpowiedzi.
Aż tu razu pewnego wyczytałam na jednym z zaprzyjaźnionych forów informację o Ewie Szpili z Bobowej – pienia i pieśni pochwalne niemalże, no i już oczywiście ma przekorna natura zaczęła swoje – a może by pojechać, a może spróbować, może jednak załapię. W tym samym czasie poznałam Mirankę – porównywalny chyź robótkowy z moim, no to się zgrałyśmy.
Zgarnęłyśmy ze sobą jeszcze jedną koleżankę – Agnieszkę, wpakowałyśmy się w mój samochodzik i hajda przed sie, gdzieś na południe. Wyjechałyśmy na tydzień, mieszkałyśmy u Ewy i połączyłyśmy miłe z pożytecznym, tj. babski wypad z nauką niełatwej sztuki koronczarskiej.
Początki nie były proste, ale Ewa ma wypracowane świetne metody i w końcu zaczęły do nas trafiać jej instrukcje. Na początku powstały zakładeczki wykonane z wykorzystaniem podstawowych ściegów, potem poszłyśmy w stronę serwetek i drobnych ozdób bożonarodzeniowych i wielkanocnych. Z Bobowej wyjechałyśmy z wałkami, zapasem klocków i nici, mnóstwem wrażeń, planów na przyszłość i pysznym ciastem drożdżowym domowej roboty.


Powrót do domu i codziennych obowiązków ostudził nasz zapał, wałkami zajął się Miecio, nićmi również, a my coś nie mogłyśmy ponownie zabrać się do roboty. Minął jakiś czas, klocki smętnie zwisały z niedokończonych prac, Ewa śmiała się z nas, że powiększyłyśmy grono jej uczennic – „umiejących, ale nie praktykujących”. W końcu jednak coś się w nas przełamało, zaczęłyśmy ponownie plątać niteczki, a z naszych wałków zaczęły spływać coraz ciekawsze i lepsze warsztatowo prace – pojawiły się postacie kobiet, podobizny Madonny, drobne elementy biżuteryjne.










W międzyczasie wybrałyśmy się na Festiwal Koronki Klockowej i tam poznałyśmy kolejną pasjonatkę robót różnych, w tym oczywiście klocków – Olę, która bardzo pozytywnie wpłynęła na naszą twórczość, zachęcając do pracy, do wypróbowywania nowych materiałów i wzorów. Ola tworzy piękne prace, bardzo precyzyjne, z cienkich nici – sięga po wzory niełatwe i ma również coraz większe doświadczenie w tworzeniu własnych projektów.
Ja miałam niesamowitą okazję poznania „przemysłu” koronczarskiego Hiszpanii podczas mojego pobytu na Festiwalu w La Corunii – niesamowite przeżycie, mnóstwo wrażeń w cudownej scenerii i to co mnie zachwyciło – wielkie namioty szczelnie wypełnione ludźmi, w różnym wieku, obu płci, siedzącymi przy wałkach, poduchach, wykonujących mrówczą pracę nad swoimi koronkami. Widok niesamowity, wrażenia niezapomniane.



Z Mirką i Olą nadal staramy się spotykać w różnych miejscach, organizować wspólne wypady do Bobowej, Vamberku i w trakcie tych wypadów, oprócz blablania, uprawiania turystyki pieszej, rozwijamy się również twórczo, dzieląc się doświadczeniami, nowo nauczonymi ściegami itp. Wszystkie trzy jesteśmy zauroczone pracami Czeszek – ich prace są nam bliskie stylowo. 
Mamy również swoje małe osiągnięcia w dziedzinie koronki klockowej – na zeszłorocznym, X Festiwalu w Bobowej Mirka zajęła 3 miejsce, a ja otrzymałam wyróżnienie za moją pracę, w tegorocznym Festiwalu Ola zajęła 2 miejsce.