niedziela, 10 czerwca 2018

Obiecałam ...

pewnej Ani, że pokażę, jak zrobiłam Perpetuę. 
Wzór wyszukany w necie, wypróbowany, choć wciąż niedoskonały. Muszę jeszcze popracować nad szczegółami wykończenia, bo chyba źle osadzam oczy i robię nieco za duże zawinięcie dzioba. Ale myślę, że każdy dopracuje własną idealną sowę. Ogólne kroki postępowania są takie same. 
Korzystam z tego wykroju: 
 I to brzuch, II ciało sowy. Wycinam obie części, prasuję.
Składam obie części prawymi stronami do siebie i zszywam najpierw jeden bok brzucha z tułowiem, następnie przechodzę na drugi brzeg brzucha i też go łączę z tułowiem. W miejscu, w którym kończy się brzuch łączę dwa brzegi tułowia razem, tworząc formę przestrzenną. Perpetuę szyłam całkowicie ręcznie, ściegiem za igłą. Felicyta skorzystała nieco z maszyny.

Po zszyciu tułowia z brzuchem przekręcam całość na prawą stronę.
Ustalam na jakiej wysokości ma powstać zagięcie na twarz i dziób Felicyty i zaznaczam to miejsce szpilką.
Następnie fastrygą, 0,5 cm od dolnego brzegu obrabiam cały dół Felicyty.

Wypycham jej ciało wypełnieniem, tak aby była odpowiednio pękata i kształtna.
Zaciągam fastrygę, zamykając tułów Felicyty...
Kilka razy przeszywam otworek, aby go porządnie zaszyć. 
Wycinam krążek z tekturki o średnicy 2 cm i kółko z tkaniny o średnicy około 3,5 cm.
Fastryguję kółko dookoła...
porządnie zaciągam nitkę i w ten sposób powstaje denko, zakrywające i wykańczające spód sowy.
W dwóch okrążeniach przymocowuję kółko do spodu ciała Felicyty. Pierwsze okrążenie robię bliżej środka, w trakcie drugiego staram się przymocować rant kółka do ciała sowy.

Następnie kilkoma przeszyciami przymocowuję dziób do tułowia.


Naklejam lub przyszywam (jak w przypadku Perpetuy) oczy. Można dokleić lub wyszyć dziób, dołożyć skrzydła, uchwyt brelokowy - tutaj działa inwencja własna i co się komu podoba. Ja wciąż poszukuję...



Obie dziewczyny razem :-)

czwartek, 24 maja 2018

Spróbowałam...

uszyć poduszkę-kredkę. 
Bardzo mi się podobały różne wzory, ale zdecydowałam się na prosty wzorek, bez zbędnych ozdobników. Uznałam, że moje umiejętności wystarczą na taką prostą formę.
Rozliczyłam materiały, wymiary i oto co mi wyszło:
Korpus poduszki- 55 cm x 50 cm
„Drewniana główka” kredki – półkole o średnicy 18 cm 1 cm od brzegu
Wkład ołówka – półkole o średnicy 6,5 cm 1cm od brzegu
Końcówka ołówka, spód – koło o średnicy 17 cm
Wkład – dół – 7 cm
Doliczony dodatek na szwy – 1 cm
Wypełnienie styropianowe

Naszyć ściegiem zygzakowym kółko wkładu do spodu kredki, mocując je na środku.
Do półkola 18 cm przymocować półkole wkładu (6,5 cm) ściegiem zygzakowym.
Półkole 18 cm (szczyt kredki) przyszyć do korpusu.
Złożyć całość na pół lewą stroną na wierzch i przeszyć brzeg, zostawiając 15 cm otwór na przewleczenie poduszki na prawą stronę.
Przyfastrygować lub przymocować szpilkami dno kredki do korpusu (prawymi stronami do siebie). Przeszyć po lewej stronie.
Przeciągnąć poduszkę na prawą stronę.
Wsypać wypełnienie, dokładnie ubić i zaszyć otwór ręcznie ściegiem krytym.

No i gotowa :-)

niedziela, 20 maja 2018

Obiecałam...

Ludwice opis, jak zrobiłam moje "czerwone poncho" ;-) Spróbuję wyjaśnić i mam nadzieję, że nie zaciemnię ;-)
Wełna (to była na pewno jakaś Sock) zakupiona albo u Marty w Zagrodzie albo u Agnieszki z 7 oczek. Zużyłam prawie 400 g, druty 3. Nabrałam taką ilość oczek metodą "Provisional cast-on" - co i jak pokazane u Intensywnie Kreatywnej, aby uzyskać dzianinę szerokości 64 cm.
Wykonałam prostokąt o długości 94 cm, złożyłam na pół wzdłuż krótszego boku, przerobiłam część którą miałam na drucie i wypruwając prowizoryczny łańcuszek połączyłam przerobiony przed chwilą brzeg prostokąta z jego początkiem, tworząc jedną całość - plecy poncha, o szerokości 128 cm. Robiłam dalej dżersejem, do uzyskania całkowitej długości 104 cm.

Całość na ludziu prezentuje się tak :-) Ludź uwielbia pompony, więc ukręcił dwa, co by się majtały to tu, to tam :-)


No i ludź oczywiście bardzo mocno lubi swoje poncho.

sobota, 19 maja 2018

Poncho...

a nawet dwa powstały już dosyć dawno temu. Najpierw zakupiłam sobie błękitne, cieniutkie poncho dwa lata temu w jakieś sieciówce w czasie toruńskiego, drutowego zlotu. Poncho tak bardzo mi się spodobało i dobrze nosiło, że stworzyłam własną wersję - oczywiście różową. Wełna ręcznie farbowana, dosyć cienka, więc nie wymagała wykańczania na brzegach - delikatny rulonik dobrze wygląda. Niestety, nie pamiętam gdzie kupiona wełenka :(
Po jakimś czasie koleżanka z pracy poprosiła mnie o zrobienie podobnego poncha. Tym razem sięgnęłam po grubszą wełnę Dropsa i powstała cieplutka wersja pasiasta.



Myślę, że jeszcze sięgnę po ten prościutki wzór. Zastanawiam się tylko, czy nie dodać jakiegoś warkocza, czy nie połączyć z innym ściegiem. Jak myślicie ? Jakie rozwiązanie by tu pasowało ?

czwartek, 17 maja 2018

Dzianina...

to moim zdaniem materiał wymagający już jakichś umiejętności szwalniczych, których ja zbyt wielu nie posiadam. Ale pora nadeszła, co by się z tematem zmierzyć - temat wielki, obawy takoż, ale pierwszy uszytek tyci. 
Zachwycił mnie ten bodziak, ze strony See Kate Sew (Kate, thanks for this wonderfull pattern):
Zakupiłam wzór tutaj, zrobiłam wykrój i uszyłam. Poszłam w nieco inną stylistykę kolorystyczną ;-) Miałam nieco problemów z estetyką podkroju szyi, ale w końcu się udało. Do kompletu uszyłam opaskę i radosny bodziak poszedł do cudnej Fasolki :-)
Wykrój na opaskę do pobrania na stronie Shelly (Shelly, thanks for pattern :-)



sobota, 12 maja 2018

Jak strzała ?

No nie - jak powolna strzałeczka mknie moja praca nad chustą - będzie mi potrzebna na jesień, więc się nie spieszę (tak sobie tłumaczę swe niezbyt szybkie tempo pracy ;-). Tak naprawdę, to wzór jest prosty, ale jakoś ta potrójna nitka wymaga ode mnie większej uwagi - zdarzyło mi się kilka razy ominąć jedno pasemko i teraz zwisa mi ono nieco luźniej. Dlatego powoli przyrasta, ale co dzień choć jeden rządek - takie mam założenie, żeby choć 10 minut znaleźć na druty. Obecnie mam około 80 cm i dopiero zbliżam się od 1/3 motka - zapowiada się wielkolud ;-)

A to co udało mi się dziergnąć, prezentuje się w porannym słońcu tak:




niedziela, 6 maja 2018

Odkryłam...

wczoraj tego Pana (Dominik Waszek)i jego filmy - o lęku właśnie, czyli coś, co u mnie na tapecie. 
Przerabiam obecnie z moją Terapeutką Ewą Khantouche, czy to co mnie zajmuje i nieco męczy to lęk, czy też może złość - i ta stara, z dawnych lat, zastana w ciele i nowa, którą generuje codzienne życie. Nie wiem co nam wyjdzie z tych rozważań i rozmów, ale filmy Dominika trafiają do mnie w swej konstrukcji i toku myślenia, a ciało się nie buntuje, więc chyba coś w tym jest.
Złość, to emocja, która ściśle wiąże się z lękiem i żalem, czasami podszywając się pod jedną lub drugą. U mnie może być to związane z tym, że okazywanie złości w moim domu  rodzinnym było niewskazane. Miałam być grzeczną, posłuszną dziewczynką, a złość u takiej jest zabroniona. Moje dorosłe okazywanie złości przeszło zatem w drobne lub większe złośliwość, szyderstwo, szpileczki, po czym potrafi zmienić się w zalewającą wściekłość i wtedy w wypominkach pamiętam rok 1940, a nawet starszy i wszystko co mi wtedy uczyniono ;-) Taki zalew to już bardzo mało empatyczne zachowanie i skutkuje potwornymi wyrzutami sumienia, gdy już ochłonę. Więc i tak źle, i tak niedobrze.
Chcę dotrzeć do sedna tej emocji, która mnie drąży, czym by nie była - lękiem (którym wydaje się na pierwszy rzut oka), czy też złością (która ukryła się pod płaszczykiem lęku, bo ten jest mi łatwiej okazywać). 
Chcę odbyć tę podróż i zmienić ją w oczyszczające działanie, które pozwoli mi żyć pełnią tu i teraz, a nie przemieszczać się w przeszłość, pełną żalu lub niespełnienia i grania narzuconej roli lub przyszłość, ostoję niepewności i lęku, przed tym, co może nadejść. Myślę, że filmy z rozważaniami Dominika pomogą mi wziąć odpowiedni kurs, a pomoc Ewy w sterowaniu moją "łodzią" wyprowadzą mnie na pełne morze teraźniejszości. Dam znać, jak mi idzie :-)