długo mi się marzył i zasadzałam się na niego, widząc powstające urocze czapeczki to tu, to tam.
W końcu życie zmotywowało mnie do zmierzenia się z tematem. Otóż pewnego dnia w zeszłym tygodniu odwiedziła mnie Ata, a będąca u mnie z wizytą Teściowa omal nie pozbawiła Jej jej własnego nakrycia głowy typu ślimak w pięknych, melanżowych kolorach.
No i nie miałam wyjścia, przyparta do muru przez rodzicielkę mego Małża (a słusznych rozmiarów jest kobieta) i sięgnęłam po wzór zapodany mi przez Atę. Dwa dni pracy i czapka gotowa.
Muszę jeszcze popracować nad zszywaniem, bo nie do końca w moim przypadku sprawdził się sposób, podany przez Woalkę, z łańcuszkiem do wyprucia, a mój szew łączący nie jest idealny, ale co tam - kolejna czapka będzie lepsza :-)
Do wykonania zużyłam pół motka wełny, która niezmiennie mnie zachwyca, tj. Magic YarnArt w odcieniach brązów, druty 4.