Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przędzenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Kręci się...

i już nawet sobie się stabilizuje na motowidle. 
Mam ci ja zapasów wełen do filcowania niemało. Filcuję nic, stąd chęć wyrobienia czesanki na inne, niż zapełnianie kartonów, cele.
I tak wpadłam na genialny skądinąd pomysł, żeby czesanki połączyć, pomieszać, uprząść różne wariaty kolorystyczne i powyrabiać na różne drobiazgi. Pożyczyłam od koleżanki Magdy drum carder i wymieszałam sobie kilka zestawów, mając przy okazji odlot głupawkowy ;-)


  
Najbardziej podobają mi się rzeczy udziergane, a potem sfilcowane, a zagłębiem pomysłów okazała się dla mnie Zdzicha, u której na blogu znalazłam cudne torby i kapciuchy. No i mus takie mieć, jak wełna się uprzędzie.
Na razie, na motowidle mam 120 m melanżu, skręconego w navajo, w odcieniach brązów.


No i jeszcze nie wiem, czy będzie torba, czy kaputki.

środa, 3 lutego 2016

Robótkuję i czytam 3

Dalsza zabawa z Maknetą i dziewczynami blogowymi. U mnie nowości na tapecie. Nowa wełenka, uprzędziona własnoręcznie - 450 m zdublowanego BFL (300 g) odcieniach fioletu, śliwki i szarej niebieskości. Zaczęła się robić czapka dla Siostry.
A do towarzystwa nowa książka - M. Axelsson "Ja nie jestem Miriam". To pierwsza książka tej autorki, po którą sięgnęłam. Tematyka nielekka, ale wciągnęła mnie i ciężko mi się od niej oderwać. 
85-letnia Miriam, mieszkanka małego miasteczka w Szwecji, wraca wspomnieniami do młodości - czasów wojny, głodu, obozów w Auschwitz i Ravensbruck i Jej samej - młodej Romki, która przez przypadek zostaje uznana za Żydówkę i przez następne lata udaje ją. Dopiero w dniu swoich 85 urodzin wygłasza tytułową kwestię "Ja nie jestem Miriam".




Bolesne wspomnienia, rozliczenie z przeszłością - to główne wątki tej lektury. Kwestia Romów i traktowania ich przez Niemców, ale także przez inne narody, jest tutaj jednym z wiodących tematów.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Już dawno....

ufarbowałam:

BFL



 i skandynawską

Na zimowe udziergi miała być, ale jak w takim tempie będę przędła, jak ostatnio, to będzie na następną zimę :/
No i kolejny dowód na to, że jednak powinnam pozostać przy formach prostych i płaskich.

Czapka miała wyjść i wyszła - rozmiar idealny na balon słusznych rozmiarów (taki z jarmarku, wolno fruwających ;-) Oczywiście pieczołowicie wykonana z wełenki własnoręcznie uprzędzionej, naprawdę baaaardzo się starałam.
No cóż, będę miała miarkę do następnych, albo kiedyś przerobię na rozmiar ludzki ;-)

czwartek, 22 października 2015

A jednak...

wreszcie skończyłam - najpierw namieszałam, potem uprzędłam, aż w końcu zdublowałam i zwinęłam. I tak powstało 329 m z 300 g wełny, której kolory powstały dzięki zmieszaniu różnych czesanek na drumcorder'ze. 





To teraz tylko sięgać po druty :-)
Szczególnie, że kolejna wełna zeszła z motowidła...



Singiel, bodajże BFL, farbowana przez Otylię, w delikatnych, pudrowych różach i szarościach. Mam tego 90 m, bo druga część zalega na wrzecionie. Ale pewnie jakieś maleństwo z tego uplotę.
A na zakończenie zajawka czegoś w zupełnie odmiennych kolorach ;-)
Jesiennie pozdrawiam znad szydełka :-)

niedziela, 4 października 2015

Maleństwo...

w ramach odpoczynku niedzielnego usupłałam :-) Zakładka wg wzoru znalezionego w necie powstała z Aidy 10, farbowanej wieki temu własnoręcznie przez mła :-)


A z Szymim tworzyliśmy dziś jesienne nastroje :-)




Wczoraj oddawałam się szaleństwu kołowrotkowemu - 7 godzin przędzenia i ponad 150 g ukręcone. Jeszcze jeden wieczór i będzie wełenka na szydełkowe cudo, które oglądałam u Ani :-)


 

Dziewczynom wielkie dzięki za atmosferę, pomysły, pomoc i inspiracje :-) No i za pyszne jedzonko ;-)
Miły był ten weekend :-)

wtorek, 28 lipca 2015

Wyrabiam...

się zaległościowo w te wakacje i znów kolejne wełny wskoczyły na motowidło.
Jedna nawet już zwinięta w zgrabne kłębuszki. 

 




150 g Wensleydale dało mi 198 m gotowej nitki w odcieniach różu, fuksji, fioletu, szarości i błekitu.
Tęcza z motowidła to również Wensleydale, udało mi się uprząść 203 m z 150 g czesanki.

Farbowanie me własnoręczne, kolory obłędne uzyskałam dzięki zastosowaniu farb do wełny Kakadu i barwników spożywczych. Trzymajcie kciuki, żeby udało mi się coś równie obłędnego z tych wełenek wydziergać. :-)