Zaprzyjaźnili się już, choć ich kontakt będzie ograniczony, gdyż sówki mają odlecieć do innych właścicieli, ale dorobię jeżykowi kolejne, bo miło się je robi i dosyć łatwo.
Mają płaską formę, więc zrobiłam je beż użycia kulki z folii aluminiowej. Oczy dorobiłam z ziarenek kawy, a pióra, podobnie, jak kolce jeża, cięte nożyczkami do paznokci - zróżnicowałam tylko głębokość nacięcia.
Dziękuję za komentarze pod jeżykiem - dajcie znać, jak Wam się podobają sowy ?
Kleofas mu na imię. Przedreptał do mnie wczoraj wieczorem. Strasznie jest milusi ;-)
Będzie dumnym modelem na najbliższej lekcji plastyki w 5 klasie.
W ramach ćwiczeń praktycznych z kształtów mają powstać takie właśnie jeże z masy solnej - w środku kulka z folii aluminiowej, kolcowe futerko stworzone z pomocą nożyczek do paznokci.
Suszyłam wg. porady z książki o masie solnej autorstwa Isolde Kiskalt - 1/2 godziny w 100 st.C, 1/2 godziny w 125 i 1 godzina w 150 st. C, piekarnik nastawiony na grzanie górne i dolne, bez nawiewu - masa solna sama się pięknie zabrązowiła.
Chyba muszę mu jeszcze koleżankę Sówkę ulepić - jak myślicie, ucieszy się ?
A teraz sentymentalnie - pamiętam tą piosenkę z dzieciństwa ;-)
I dla tych co to się o Szymusia-przedszkolaka martwią. Załatwił sobie, spryciula, gila po pas i kaszel jak z cebrowanej studni, tak więc pa pa przedszkole, pewnie na cały tydzień.
Dziękuję za komentarze pod wczorajszym wpisem i zapraszam do dyskusji dziś - może być z poranną kawą w dłoni ;-)
nieoczekiwanie zgoła przyszedł do nas ... nie, nie, nie Święty Mikołaj, a jednak pakuneczek, którego nie spodziewałam się ani ja ani Dziecię me najmłodsze, bynajmniej ;-)
I cóż zastaliśmy w środku - kaputki przecudnej urody, ręcznie udziergane przez nieocenioną Ciocię Frasię.
Na nogach Szymcia prezentują się następująco:
Dziękujemy Ciociu za niespodziankę i radość, jaką nam sprawiłaś :-)
A u mnie wciąż solnie i mącznie na warsztacie, bo barany zachwyciły i zostałam poproszona o wykonanie podobnych w ramach podarunków dla zaproszonych gości na Festwial Piosenki, który odbywał się w naszej szkole.
Ponoć baranki bardzo spodobały się obdarowanym - troszkę ja zmodyfikowałam i zamiast futerka ze ślimaczków zrobiłam (tak, jak wiele dziewczyn) drobniejsze z wyciskacza do czosnku. Wciąż jednak pozostaję wdzięczna Natalii, bo to dzięki Jej kursowi wogóle przysiadłam do masy solnej, która wydawała mi się niedostępna dla mych zmysłów :-)
A teraz gnam do szydełka, bo Szymcio wyjechany na weekend do Babci, więc mogę się wyżywać twórczo :-)
bo w końcu sól i mąka to składniki spożywcze. Ale ja tu nie o jedzeniu zamierzam traktować, tylko o masie solnej, jako, że wymyśliłam sobie taką jedną akcję szkolną pt. "Udekoruj sobie Wielkanoc"
I na tą akcję powstały zastępy jaj i motyli
baranów stada (kurs na wykonanie dwóch pierwszych rogatych stworzeń stąd - dziękuję Natalio za tak przejrzyste podzielenie się wiedzą :-)
Zakochałam się jeszcze w takim jednym "Nataliowym" baranku do koszyczka, więc pewnie i jego wykonam przy nadarzającej się okazji.
A na chwilę obecną dekoracje wysuszone, pomalowane farbami wodnymi, pociągnięte lakierem i volia - jest czym dekorować domostwo :-)
W połowie marca planuję przeprowadzić akcję w szkole, z czego zdać relacji nie zapomnę ;-)