Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paverpol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paverpol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Wykańczam...

różne zamówienia, bo trochę się tego zebrało.
Na pierwszy ogień poszedł komplet beadingowy - bransoletka i kolczyki w odcieniach szarości z dodatkiem granatowych seed beads.




Ponieważ przygotowałam dwie wersje kolczyka, to z drugiej kulki, która została, zrobiłam elegancką zakładkę.




Kulki, które uplotłam baaaardzo dawno temu, wreszcie znalazły swoje docelowe miejsce w naszyjniku, w połączeniu ze sznurkiem satynowym i szlifowanym szklanymi koralikami.





Jedna taka znajoma zamówiła sobie ceramiczne, energetyczne żółcie z dodatkiem jesiennych brązów i zieleni - wyszły pozytywnie kolorowe :-)


Dorabiałam też kolczyki do wisiora z paverpolu


 i dwie pary do bransoletek typu "turek". Prościutkie, ale podoba mi się ta ich prostota.



Kolejne biżutki na blacie - niedługo pokażę efekt :-)

piątek, 18 marca 2011

Szaleństw paverpolowych ciąg dalszy...

Wciągnęło i nawet nie mlasnęło - ostatnie kilka wieczorów spędziłam utytłana paverpolem, miętląc i gniotąc przeróżne materiały i łącząc z kamieniami. Efekty w postaci wisiorów i broszek, jak widać poniżej. No i chyba mi się podobają ;-)












wtorek, 15 marca 2011

Wielkanoc się zbliża...

więc kosze szykować trza ;-)
Ja przygotowałam dwa na jajca dla dużych rodzin





i jeden, ot tak dla młodego małżeństwa.




 Paverpol szaleje ;-)

czwartek, 10 marca 2011

Na naukę nigdy za późno

i to w dodatku podwójną.
Najpierw paverpol i moje pierwsze zmagania z wisiorami, wykonanymi na bazie jedwabiu i koronki bawełnianej oraz z użyciem agatów barwionych. Zabawa super, efekt zaskakuje, bo niby ma się coś w głowie, coś się zaplanowało, ale tkanina nasączona paverpolem żyje swoim życiem i czasami robi niespodzianki - jak na razie miłe :-) Reszta kamyczków czeka na odpowiednio wybarwione otoczenie, a panie z ciuchlandów witają mnie tekstem - "Nie, dziś nowej dostawy apaszek jedwabnych nie mamy" ;-D
Druga nauka to moja zabawa z namiotem bezcieniowym, różnymi tłami - jeszcze raczkuję w tej dziedzinie, ale próbuję. Dziś pierwsze zdjęcia - na razie bez reflektorów, ale Mężuś ma  coś uszykować.






sobota, 5 marca 2011

Każdy może być artystą...

Toć to truizm, slogan wręcz - powiecie. No i pewnie macie rację, ale ja wczoraj miałam okazję przekonać się jak cudownej zabawy, radosnej, nieskrepowanej niczym twórczości może być to podsumowanie.
Spotkanie skręcone na prędce, lekka partyzantka, ale się udało i w godzinach popołudniowych zasiadłyśmy we cztery kobity (w porywach do sześciu) u mnie na poddaszu nad kilkoma pojemnikami z tajemniczym płynem, pudełeczkami z proszkiem, niteczkami i innymi takimi.
Głównodowodzącą (aczkolwiek nie najgłośniejszą) była Ataboh, a moimi towarzyszkami twórczej niedoli Ata z Anią, kibicowały nam nasze (moje i Aty) starsze latorośle. I tak to, w niemalże rodzinnej, sielskiej atmosferze rozpoczęła się nasza przygoda z Paverpolem.

Gdy pierwszy raz przeczytałam tą nazwę u Ataboh, to lekko zadziwiłam się, potem zadumałam nad jej pracami, wpadając w zachwyt nad jej zdolnościami i poczucie bezradności nad własnym brakiem talentu rzeźbiarsko-twórczego jednocześnie.
No i tak tkwiłam sobie w tym poczuciu czas jakiś niedługi, aż Ataboh pokazała swoją miskę, stworzoną z serwetki szydełkowej, usztywnionej Paverpolem. Wtedy to spłynęło na mnie olśnienie i szczęście niejakie, że w sumie figury mogę sobie podziwiać u Beatki, ale przecież nikt mi nie zabroni usztywniać innych pierdółek np. z przeznaczeniem biżuteryjnym.
W tej to własnie jednej chwili zapragnęłam straszliwie i niemalże natychmiastowo pociapkać się w tej dziwnej mazi. I tak oto w dniu wczorajszym to pragnienie się spełniło.
Zaczęłyśmy niewinnie - na pierwszy ogień poszły drobiazgi szydełkowe, frywolitkowe i inne tego typu, wcześniej przez nas uszykowane. Ania w tym czasie usztywniała kwiatki, listki, buszowała po koralikach i tworzyła swoje urocze drobiazgi (które zapewne zaprezentuje Ata).
Moja pierwsze próbki zostaną jeszcze wzbogacone w ozdoby, ale chcę je już pokazać - sztywne na kamień kwiatki szydełkowe mają skończyć jako broszka i kolczyki, a kamyczek z doklejonym powywijanym kwiatkiem, wyciętym z bawełnianej taśmy będzie wisiorkiem.



W następnej kolejności wzbogaciłyśmy się o urocze miseczki na niewiadomoco, wykorzystując recyclingowe serwetki (oczywiście ze szmateksu) - do pięknoty miseczki Aty swą zdolną łapkę dołożyła Aś (co by nie było, że poza zdjęciami nic nie robiła).





No i w sumie na tym miało się zakończyć, ale mój twórczy duch się rozszalał, pragnął jeszcze, wyrywał się do tych cudeniek porozstawianych na stole i zerkał jednocześnie, z zazdrością niejaką, na przykłady talentów naszego guru paverpolovego, co to se stały z boku, budząc zachwyt straszliwy.
No i mu uległam, temu duchowi, bo nie dał by mi spokoju. Z pewnym niepokojem i nieśmiałością zabrałam się do roboty pod czujnym okiem Ataboh - koleżanka udzielała koniecznych wskazówek, podpowiadała różne rozwiązania i krok po kroku powstawała moja pierwsza figura - Tanecznica. Każdy kolejny etap pracy budził mą nadzieję na szczęśliwy finał, a tenże prezentuje się na zdjęciu poniżej.
Podsumowując - technika super, stwarza tak naprawdę nieograniczone możliwości i co najważniejsze - jest naprawdę dla każdego. Tworzenie figur jest świetną zabawą, przynosi niesamowite efekty, czasem bardzo zaskakujące i dla kogoś, kto pozna etapy tworzenia i tajniki powstawania takiej figury, może być źródłem ogromnej satysfakcji (moja dusza artystyczna dziś pęka z dumy;-). I jeszcze jeden atut Paverpolu - poza jednym czy dwoma preparatami, które wyglądają na bardzo wydajne, możemy korzystać z bardzo tanich materiałów lub wręcz nic nie kosztujących - jakiś starych t-shirtów, swetrów, serwetek z ciuchlandów i innych takich, które z reguły pętają nam się po domu lub możemy jet tanio nabyć. Możemy również trwale zabezpieczyć i użyć do artystycznej pracy odzież, z którą jesteśmy jakoś szczególnie związani - ja na przykład na suknię mojej Tanecznicy zużyłam podkoszulek, w którym rodziłam Szymka - zniszczony z oczywistych powodów, dostał nowe życie i nie zostanie wyrzucony jako niepotrzebny ciuch.
I dodatkowy atut - spotkanie warsztatowe z Ataboh - świetny kurs, proste tłumaczenie, dużo miejsca na inwencję własną - po prostu balsam na skołataną duszę początkującego artysty, bo w końcu artystą może być każdy :-)
Beatko - raz jeszcze wielkie dzięki !