Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja muzyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 stycznia 2016

Wspólne robótkowanie i czytanie 2...

w ramach akcji Maknety, tym razem z małym poślizgiem, ale chciałam pokazać skończoną już czapkę, a w środę była ona jeszcze w stanie drutowym ;-)
Na Mła prezentuje się godnie, mimo, że to jedna z pierwszych moich przędzionych włóczek, daleka od ideału równości. Ale i tak mi się podoba :-)

A lektura, to druga już pozycja tego autora u mnie "na tapecie".  Miguel Ruiz wprowadza czytelnika w świat mądrości życiowych Tolteków, społeczności żyjącej w Ameryce Środkowej. 
Ludzie ci uważali, że obrastamy w różne przekonania o sobie - przekonania i opinie, które otrzymujemy od innych - często nieprawdziwe, zniekształcające nasze spojrzenie na siebie samych. Tworzymy w ten sposób w sobie Drzewo wiedzy o nas, które nas obrasta i zniewala. W "Głosie wiedzy" autor pokazuje, jak bardzo determinują nas te doświadczenia i jaką drogą należy iść, aby odnaleźć siebie samego, w najczystszej formie. 
Polecam tym, którzy chcą się uwolnić od ciężaru oczekiwań innych, ciągłej konieczności spełniania cudzych wyobrażeń na swój temat. Lektura oczyszcza i pozwala spojrzeć na swoje jestestwo własnymi oczami :-)

A na koniec moje ostatnie odkrycie muzyczne - piękny głos, mądre teksty (własne i polskich poetów), czarowna muzyka - Pani Joanna Mioduchowska w towarzystwie Mirosława Kozaka i Wojciecha Zalewskiego. Wczoraj byłam naocznym i nausznym świadkiem ich muzycznego czarowania :-)

środa, 25 kwietnia 2012

Weekend marzeń...

bo było coś i dla duszy i dla ciała, a do tego w uroczym Trójmieście.
Najpierw odkryłam uroki podróżowania Polskim Busem i już lubię tą sieć - podróżuje się miło i wygodnie (no może tylko w drodze powrotnej panowie kierowcy oszczędzali na wentylacji zbyt mocno). Potem odwiedziłam moją rodzinkę pod Gdańskiem, zachwyciłam się , jak szybko rosną cudze dzieci, pobawiłam się w piasku i przyszło kolej na spotkanie z rodziną Woalki.
Było bardzo sympatycznie - przemiła atmosfera, cudne dzieciaki - Iga i Wiktorek



które zawładnęły mym sercem od razu, no i do tego dorosła część rodziny - Alu i Pawle - było mi bardzo miło gościć u Was i poznać Waszą cudną rodzinę.
Oczywiście nie obyło się bez wspólnego robótkowania do późna w nocy, i tak ja poznałam tajniki tworzenia czapki Poppy i ślimaczka z jego tajemniczym łańcuszkiem do wyprucia - mam nadzieję wszystkie nauki Ali wprowadzić w czyn i cieszyć się udanymi pracami :-), a Ala zmierzyła się, bardzo udanie z wyplataniem bransoletki - czekam na efekty.
Niedziela, to gdańska Starówka, spacer po mieście i wieczorny odpoczynek w miłym gronie :-)
W poniedziałek nastąpiła kulminacja zdarzeń - najpierw było morze



zbieranie muszelek



cudna tęcza po burzy nad morzem



odkrycie, jak wygląda Złota Rybka ;-)



spacer po sopockim molo



podziwianie kwiecia różnorakiego, no i ptactwa wodnego







aż wreszcie przyszła pora na gwóźdź wyjazdu.
Najpierw świetny support w postaci zespołu Naturally7



aż w końcu pojawił się On - Michael Buble.








Tłumy krzyczały, piszczały, klaskały, a on śpiewał, śpiewał, śpiewał,






w przerwach dyskutując z widownią.



Była i piosenka Home, i Me and Mrs Johnes, Cry me a river i wiele innych, a ja mogłabym tam siedzieć i słuchać długo, zdecydowanie dłużej, niż trwał koncert - podobnie, jak większość publiczności. Najbardziej wzruszyło mnie zakończenie - Song for you.



Po powrocie do domu stwierdziłam, że przyroda nie próżnowała i od rana zachwycam się zmianami, które zaszły w moim ogródku - chwastów nie pokazuję, bo rosną równie szybko, jak kwiatki ;-)






Pozdrawiam i gnam w odmęty domowe, co by się troszkę odkopać ;-)


poniedziałek, 26 grudnia 2011

Muszę...

po prostu się pochwalić, bo pęknę ze szczęścia, dostanę hyzia z radości, albo dopadnie mnie jeszcze coś innego, strasznego dla otoczenia.
To co mnie spotkało, to tylko dowód, że warto marzyć, nawet głupio, nierealnie sięgać po szczyty marzeń.
Nie jestem jakimś melomanem straszliwym, tudzież bywalcem koncertowym (ci, co mnie znają, wiedzą, że takie wyjścia zdarzają mi się sporadycznie, szczególnie odkąd Szymon organizuje mi czas), ale miałam takie dwa cichutkie pragnienia zobaczenia na własne oczy i posłuchania na własne uszy.
Jedna, wymarzona przeze mnie postać świata muzycznego to Loreena McKennitt - kanadyjska harfistka i piosenkarka, śpiewa cudne utwory celtyckie - utrzymane w baśniowej atmosferze, tajemnicze, pełne nostalgii


Druga, znana powszechnie postać z mych marzeń muzycznych, to mężczyzna o ciepłym, niepokojąco męskim tembrze głosu - Michael Buble.



Tak więc tkwiłam sobie w tych marzeniach, trzymałam je gdzieś na dnie duszy mej, muzycznie tkliwej straszliwie.
I nagle okazało się, że obydwoje BĘDĄ KONCERTOWAĆ W POLSCE - w przyszłym roku. Miesiąc po miesiącu, w marcu i w kwietniu. I w dodatku ja DOSTAŁAM bilety od Mikołaja !!! Na obydwa koncerty !
Szalej ze szczęścia, hyź, głupawka i inne takie murowane i stuprocentowe, ale co mi tam, dam radę - pojadę, zachwycę się i będę wspominać do końca dni mych ostatnich :-)
A na razie szczęście me nie zna granic :-D
A może któraś z Was też się wybiera ?

poniedziałek, 24 października 2011

Kulturalnie bywa...

u mnie ostatnio. Tydzień temu byłam na koncercie "Dżem Symfonicznie":


Świetna muzyka, ciekawe aranże, ponadczasowe teksty i ten powiew dawnych, szalonych czasów, nieskrępowanej młodości - było cudnie. Mimo eleganckiego otoczenia (Sala Kongresowa) marynary latały, a ja się wykołysałam i naśpiewałam, że hohoho.

A wczoraj dla odmiany sprawdziłam swoją odporność na ciosy pogo, zdeptane nogi, czyjeś łokcie w oczach, a cudzą czuprynę na twarzy. Odważyłam się i poszłam na ten koncert:


I nie żałuję - było rewelacyjnie. Sharon genialna, jak zwykle, zespół trochę odmieniony, ale super grali. Wyszalałam się, wyskakałam, wymachałam łapkami. No i mieli bardzo ciekawy support - Trigger Finger (belgijski zespół rockowy, o którym jakoś do tej pory nie słyszałam).
Nie ma to, jak odreagować rzeczywistość na takich imprezach - człowiek się zupełnie zatraca i wraca do domu oczyszczony, odświeżony, z nowym spojrzeniem na rzeczywistość - lubię to uczucie.