Czy to kopniaki od Middii, czy wyrzuty sumienia, czy też strach o los biednych narządek, co to ich tak pożądałam kilka (!!!) lat temu, nie wiem, ale wreszcie się zmobilizowałam.
No i wczoraj, po zdanym egzaminie kończącym moje studia podyplomowe (5 na dyplomie), otworzyłam sobie kurs Middii i kroczek po kroczku zaczęłam ogarniać tą, nie do końca nową dla mnie, technikę. Tak naprawdę to połączenie dwóch technik (co dokładnie wyjaśnia moja Nauczycielka) - szydełka i frywolitki igłowej, nie bardzo skomplikowane, ale jednak taki kursik to wygoda ogromna.
Korzystając ze schematów, podanych przez Middię, zrobiłam 2 próbki - najpierw mały motyw w kształcie kwadratunastępnie kawałek naszyjnika, co by wypróbować obdziergiwanie łańcuszka.
Udało się, wyszło co prawda trochę za luźno, trochę zgrzebnie, ale mam nadzieję, że kolejne próby będą bardziej udane. Ciekawe co na to Middia powie - natrze uszu, czy może troszkę pochwali ? Ata świadkiem osobistym, że starałam się straszliwie ;-)
Mój największy ból z frywolitką igłową i crotatami to luz w robótce, a ja lubię tak bardzo, bardzo ciasno robić. Ale najważniejsze, że odleżyny oklepane, narządka odkurzone - reszta jakoś się ułoży ;-)