Mam ci ja zapasów wełen do filcowania niemało. Filcuję nic, stąd chęć wyrobienia czesanki na inne, niż zapełnianie kartonów, cele.
I tak wpadłam na genialny skądinąd pomysł, żeby czesanki połączyć, pomieszać, uprząść różne wariaty kolorystyczne i powyrabiać na różne drobiazgi. Pożyczyłam od koleżanki Magdy drum carder i wymieszałam sobie kilka zestawów, mając przy okazji odlot głupawkowy ;-)
Najbardziej podobają mi się rzeczy udziergane, a potem sfilcowane, a zagłębiem pomysłów okazała się dla mnie Zdzicha, u której na blogu znalazłam cudne torby i kapciuchy. No i mus takie mieć, jak wełna się uprzędzie.
Na razie, na motowidle mam 120 m melanżu, skręconego w navajo, w odcieniach brązów.
No i jeszcze nie wiem, czy będzie torba, czy kaputki.







