Tak to się właśnie kończy zglądanie to tu to tam. A było łazić i podglądać, podziwiać i chłonąć urok kolejnych cudeniek. No i teraz mam za swoje i nawet nie bardzo mam na kogo zrzucić, bo sama się prosiłam. Ba, nawet pisałam i dzwoniłam po porady i instrukcje (dziękuję Jolu :-) I taki oto efektywny, nie do końca efektowny koniec (początek ???) odwiedzania blogu
Jolinki. (acha, perełki z lewej strony są tej samej wielkości, poza jedną, większą, na samej górze, tylko niestety nie udało mi się ich utrzymać w ryzach i niektóre lekko się poprzesuwały w tył)
Co gorsza, zaraziłam jeszcze Mirankę, bo w zasadzie planowała tak sobie posiedzieć obok mnie i popatrzeć, hihihi. No i właśnie poniżej efekty jej siedzenia obok ;-) - równiutko i dokładnie, jak to u Miranki.
A, no i jeszcze nie postanowiłyśmy, czy będą to wisiorki, czy może broszki.
I tak sobie myślę, że to jeszcze nie koniec mojej walki z tymi sznureczkami, nicią żyłkową i koralikami ;-)