określenie, które usłyszałam pierwszy raz w zeszłym tygodniu od mojej Przyjaciółki - Beaty. Nazwa, zupełnie dla mnie nowa, kojarzyła mi się z niczym.
Sięgnęłam do źródeł i odkryłam, że proces ten może uratować mnie przed totalnym wyschnięciem na wiór z powodu braku dostępu do dżemów, dostosowanych do wymogów mojej słodkiej Przyjaciółki - Cukrzycy.
Janginizacja, to proces w którym wydobywamy naturalną słodycz z owoców z pomocą odrobiny soli. W necie, na różnych blogach, dziewczyny polecają ten sposób przetwarzania owoców, jako alternatywę dla tradycyjnych, słodzonych, przetworów.
Postanowiłam spróbować - na pierwszy ogień poszły czarne porzeczki. Na 1 kg owoców dałam 1/4 łyżeczki soli. Gotowałam około 20 minut, do uzyskania potrzebnej konsystencji. Dżem wyszedł nieco kwaskowy, ale na chlebku smakuje genialnie. Moje postrzeganie może wynikać z tego, że od marca nie spożywam białego cukru, więc fruktoza z owoców jest dla mnie wystarczająco słodka. Gotowy dżem włożyłam do wyparzonych w piekarniku słoików, zakręciłam i pasteryzowałam w piekarniku przez 30 minut w 100 st.
Dziś, korzystając z szerokiej oferty zakupowej na lokalnym targu, przerobiłam truskawki i maliny (gotowane około 20 minut).
Teraz na kuchni mam wiśnie, które na początku gotowania zmiksowałam i zdecydowałam pichcić zdecydowanie dłużej, żeby uzyskać gęsty dżem. Będę je gotować jeszcze jutro, aby dojść do idealnej konsystencji.
Oczywiście, mój pomocnik nie odstępował mnie na krok ;-)


