Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szal. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 lipca 2015

Mgiełka...

w fioletach, niebieskości i bieli ukończona, zblokowana i utrwalona na fotografiach.



Jest miła w dotyku, zwiewna, a grzeje. Wymiary - 60 x 190 cm, zużycie wełny - 3 motki Super Kid. Robiona ściegiem gładkim. Brzegi, w celu niewywijania się, wykończone ściegiem francuskim. Mam nadzieję, że będzie się dobrze nosić i cieszyć oko Właścicielki :-)


Na koniec, zwinięte już, tęczowe beczułki, gotowe do przerobu - powstaje Baktus. Mam nadzieję, że jego odsłona nastąpi wkrótce.


Miłego dnia, a ja oddalam się do jagodzianek, rosnących w misce, bo dziś mam gości. Będziemy szykować wełenki na zimę - już się cieszę :-)

niedziela, 7 września 2014

Nadgarstki...

odpoczęły, więc je znów wykorzystałam ;-)
Tym razem sięgnęłam po wełnę w kolorze przydymionego fioletu - milusią i miękką w dotyku.
Szal wyszedł słusznych rozmiarów- można go zamotać 4 razy.


Teraz chciałabym znaleźć włóczkę bardziej elastyczną, żeby uzyskać efekt mniejszych oczek, bo jednak rozmiar moich rąk, to hmmm, ech, no sami wiecie ;-)
A kot na to lotto ;-)





Taka to ma życie - szczęśliwa Siostra Mniejsza ;-)

sobota, 14 lipca 2012

Szalowo i plany na zaś...

Najpierw wytłumaczę się z szalowo.
Jak już wspominałam kilka razy, spotkałyśmy się w gościnnym domu Kasi WoolartStudio, co by sobie pofilcować pod Jej przewodnictwem.
Spotkania miłe, efekty nas zachwyciły, więc nie czekając długo, spotkałyśmy się z moją Kuzynką Danusią i poszalałyśmy - szale powstały cztery, a ich wspólne tworzenie przyniosło nam mnóstwo frajdy.
Takie zbiorowe prace to współczesna odpowiedź na dawne darcie pierza - coś człowiek zjadł, coś łyknął, nagadał się i ponarzekał, a robota sama się robiła ;-)
Pierwszy szal powstał na czarnym jedwabiu, w kolorach ecru, brzoskwinia i czekoladowy brąz z nieodłącznymi ślimaczkami


Drugi nazwałam flamenco, w czerni i ognistej czerwieni, i znów ślimaczki ;-) 



Kolejny w szarościach, pudrowym różu i wiśni, o występowaniu ślimaczków nie wspomnę ;-) 



 I ostatni - nowość, bo wzór kwiatowy, utrzymany w kolorystyce czerni, szarości i czerwieni.



 Z drugiej strony paseczki z jedwabiu i wfilcowane kulki czesankowe.

A teraz plany na zaś.
Jako, że wakacje są i jak każdemu białemu człowiekowi, tak i mi odpoczynek się należy, melduję posłusznie, że oddalam się na co najmniej dwa tygodnie w nadmorskie okolice, co by na desce poszaleć, rowerkiem z Szymim pośmigać, nie wspominając o porannych kijach, rybce i innych takich.
Ale co by mi za łatwo nie było, przydasie różniste i artefakty ciągnę ze sobą. Tak więc jedzie ze mną:
1. chusta, co to ją dla mojej Macoszki dłubię już od jakiegoś czasu, do końca zostały mi 2 motki Drops Delight
2. chusta Dew Drops z estonki dla mojej Koleżanki

3. szal z włóczki uprzędzionej przez Kasię (mój-ci-on ma być)
4. wełenka od Marty z Zagrody na chustę wzorowaną na dziele Aty (który kolor pierwszy ? nie wiem dla kogo ? nie wiem ;-)
do tego kilka pozycji książkowych
Ciekawe, co mi się uda zrealizować i ile przeczytać, ale ja lubię mieć ambitne plany, a te dwa tygodnie nad morzem, to nie koniec mych wakacji - z rezultatów będę się tłumaczyć pod koniec sierpnia ;-)

piątek, 30 grudnia 2011

Odpoczynek...

od zamówień i komercyjnych działań się należy i już. A w dodatku długie szpilki wróciły z wakacji u Aty, więc mogłam dokonać swego pierwszego blokowania.
Razem z Atą tak się przejęłyśmy porządnym upięciem szala, że omal nie zostałam zmuszona do wybicia ściany dzielącej mój dom i mojego Taty, bo już nam miejsca w pokoju brakowało, ale skończyłyśmy parę centymetrów  przed ścianą, a szal osiągnął piękny wymiar 220 x 70cm. Zużyłam na jego wykonanie dwa motki 100g wełny skarpetkowej.


Na modelce prezentuje się tak:




Jest zwiewny i bardzo ładnie się układa, a mocniej uwinięty grzeje, jak kocyk.

Uległam również pokusie małego broomstickowania, bo mnie łapki świerzbiły, więc przerwałam na chwilkę działania na Laurkowej włóczce i wykonałam opaskę z Magic YarnArt. Kolor najbardziej zbliżony do rzeczywistego na pierwszym zdjęciu.




Mam trzy motki tejże wełenki, więc mam zamiar dorobić szalik i mitenki (jak wydębię wzorek od Aty :-D
A teraz wracam do mej zielono-fioletowej miękkości :-)

niedziela, 16 października 2011

Zazdrość...

jest uczuciem negatywnym, poniżej mojej godności, ale niestety czasami nie opuszcza mnie, szczególnie w pewnych określonych sytuacjach - szczególne, jak podglądam drutowe wyczyny blogowych koleżanek. Te szale, chusty,mitenki - zwiewne wzory, ażury, piękne włóczki.
Ach, umieć tak, zrobić coś wyjątkowego (nawet brzydkiego), ale mojego. Tak sobie wzdychałam od czasu do czasu.
Jakiś czas temu w moim robótkowym koszyczku zamieszkała piękna włóczka skarpetkowa, zakupiona u Dorothei. Miałam ambitny plan upleść coś na 5 drutach, ale zabrakło mi zapału, odwagi, umiejętności - sama nie wiem, czego.



Ostatnio Ata zanęciła mnie swoim nowym dziełkiem i uległam pokusie.
Wczoraj, mając z boczku Atę, zasiadłam z drutami w ręku, wzorem ściągniętym stąd, no i z telefonem przy uchu, a na drugim końcu fal była Laura.
Dzięki takim wspomożycielom dziś rano powitał mnie taki widok na drutach.




Niewiele tego - raptem parę rzędów, ale opanowałam sztukę  narzutów i przerabiania dwóch oczek razem, więc chyba jakoś pójdzie. Trzymajcie kciuki, bo będę się chwalić dalej :-)