niedziela, 8 lutego 2015

Sri Lanka - cz. 1

Dzień 1 - Colombo
Wylecieliśmy wczoraj z zimnej Warszawy, 4-godzinna przerwa w locie, w środku nocy, w Dubaju, gdzie dosiadł się do nas Krzysztof, i dalej przed się - na południowy wschód, blisko równika. Widoki za oknem samolotu cudne.


Lądujemy po kilku godzinach na lądzie, który wita nas ciepło i przyjaźnie. A ja w kozaczkach, cienkich, ale jednak - bo w Polsce mróz, dzieci podobnie. Małż, jako, że z Dubaju, to już bardziej odzieżowo przygotowany.
I tutaj pierwsze zaskoczenie. Na hali przylotów wita nas 4-osobowa delegacja pracowników biura podróży, które naszą wyprawę przygotowało - właściciel firmy Claude, nasz kierowca-przewodnik Nimal, jeszcze jeden pracownik i .... fotograf, który robi zdjęcia z powitania. Czujemy się jak celebryci, a na naszych szyjach zawisają naszyjniki z kwiatów aralii - pachnące upojnie.

Ładujemy się do auta i ruszamy do hotelu, gdzie spotyka nas kolejne zaskoczenie. Obsługa hotelu wita nas, każe usiąść w holu i wnosi koktajle powitalne - pyszne smoothies ze świeżych owoców. Oj, już mi się podoba :-)
Chwilka na odświeżenie się, przebranie w letnie ciuchy i ruszamy na obiad - plaża, palmy, restauracja z owocami morza - uffff, normalnie cudnie. Nad nami kokosy - jeszcze nie wiemy, jaka to pyszota - o tym dowiemy się wkrótce.

Na stół znów wjeżdżają owocowe pyszności i pierwsze zetknięcie ze sri lancką kuchnią - wpływy hinduskie widoczne - jedzenie dosyć pikantne, mnóstwo warzyw, ryż curry koniecznie - pochłaniamy wszystko z błogimi minami.
Po obiedzie spotykamy się z naszym przewodnikiem Nimalem i ruszamy autem w miasto. Colombo do niedawna było stolicą Sri Lanki - obecnie wciąż trwają przenosiny centralnych urzędów do leżącego niedaleko Sri Dźajawardanapura Kotte. Dla mieszkańców Colombo, to jednak ich miasto jest nadal stolicą.
Na ulicach ruch ogromny, tłoczno i głośno - między autobusami i samochodami osobowymi przemykają wszechobecne three-weelers - służące jako taksówki. Kojarzą mi się z pojazdami dla niepełnosprawnych, które w XX. w jeździły po polskich ulicach.





Miasto zatłoczone, ale nam to nie przeszkadza, bo możemy sobie do woli podglądać życie codzienne mieszkańców, ich stroje, jakże odmienne od naszych, poczuć rytm tego miasta.
Podziwiamy Colombo World Trade Center, Cinnamon Gardens, Bandaranaike Memorial Conference Hall i wiele innych.





Po dosyć długiej przejażdżce, wieczorem zwiedzamy najpierw Kościół holenderski, w którym możemy podziwiać zabytkowe organy z XVIII w., na podłodze i na ścianach tablice upamiętniające żniwo, jakie przez wieki zbierała tu malaria - trochę przygnębiający widok.


Zupełnie odmiennie jawi się nam hinduska świątynia Kadiresan - kolorowa, z mnóstwem figur i ozdób, a w środku barwna grupa modlących się osób, śpiewy, radość i bardzo przedsiębiorczy przewodnik, który barwnie opowiada o bóstwach, którym wierni oddają tutaj cześć - zostajemy nawet namaszczeni świętym olejem, co ma nam zapewnić szczęście i rozwiązanie wszelakich problemów.

Na koniec odwiedzamy pierwszą świątynię buddyjską - Gangaramaya. Świątynia ma 120 lat i tak na pierwszy rzut oka wygląda, jakby była w trakcie jakiś przenosin czy przeprowadzki - mnóstwo różnych drobiazgów - bardziej lub mniej związanych z buddyzmem - stoi w różnych pomieszczeniach przylegających do głównej części świątynnej. A w niej też roi się od posągów, posążków, różnych dóbr, zostawianych tu w postaci wotów. Mimo pozornego rozgardiaszu miejsce ma swoisty urok i klimat.




Po dniu pełnym wrażeń, obciążonym dodatkowo trudami podróży, z radością witamy komfortowy pokój z czyściutką łazienką i po znakomitej kolacji rozkosznie padamy do łóżek :-)

Edit - zdjęcia autorstwa mojej Córki Gabrysi i moje. Informacje (oprócz mych własnych spostrzeżeń) o zabytkach i Sri Lance pochodzą z przewodnika autorstwa Pawła Szozdy "Sri Lanka".

sobota, 7 lutego 2015

Sri Lanka - wstęp

Znajomi z FB wiedzą, że tegoroczne ferie zimowe upłynęły u mnie pod znakiem ciepła powietrza, szumu oceanu, zapachu herbaty i widoków zapierających i zatychających to i owo w mym jestestwie.
Decyzję o wyprawie na Sri Lankę, zwaną Łzą Indii, podjęliśmy z Małżem już w maju zeszłego roku. W międzyczasie ustalaliśmy trasę, miejsca konieczne do zobaczenia, dogrywaliśmy szczegóły z firmą, która zajęła się organizacją wszystkiego na miejscu.
W końcu stanęło na tym, że przyjmujemy opcję 9 dni, 8 noclegów, a nasza trasa miała prowadzić przez prawie 1000 km drogami w zachodniej części i na południu wyspy.

Startowaliśmy w naszą podróż z Colombo, przez Anuradhapurę, Pollonnaruwę, Dambullę, Kandy, Nuwarę Eliyę, Kithulgalę aż do Mirissy. Po krókim odpoczynku nad Oceanem Indyjskim mieliśmy odwiedzić Galle i powrócić do Colombo.

Podróż pasjonująca, pełna różnych i różnorodnych wrażeń, o których zamierzam tutaj napisać i przybliżyć Wam co nieco ten egzotyczny i bardzo ciekawy kraj, pełen zaskoczeń, kontrastów, kolorytu i cudnych ludzi :-)

Od jutra postaram się dzień po dniu opisać, to co widzieliśmy i co przeżyliśmy - zapraszam  wszystkich do lektury :-)

czwartek, 8 stycznia 2015

Maleństwa...

koralikowe do zakładek chodziły za mną od dawna, no i wreszcie się udało - wzory stworzone przez Bead Crumb i Krisziz.
Oto Pandzia 

a zaraz za nią Sówka (tak mi się podoba, że poszalałam ze zdjęciami)





wtorek, 30 grudnia 2014

Koraliki...

wzywały mnie od dawna, ale Święta i cały zamęt z nimi związany nie pozwalał mi się nimi zająć. Udało mi się jednak wykorzystać trochę samotnych chwil w czasie poświątecznym i wyplotłam Córci kolczyki, które już dawno u mnie zamówiła - może dopełnią Jej kreację studniówkową :-)


Górną część wzoru podpatrzyłam na Pinterest, a dół Gabrysia pokazała mi w kolczykach Anabel.

Myślę, że kolor przytłumionego starego złota w zestawieniu z czernią podkreślą urodę mojej jedynej Córy ;-) 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Entrelac raz jeszcze ...

ale taki już historyczny nieco - skończyłam wieki temu i nie mogłam się zmotywować, aby go lekko napiąć. Ale w końcu poszłam za ciosem i po odpięciu z wykładziny Mgiełki chwyciłam za tego leniucha, namoczyłam i zblokowałam.



No i niemalże za jednym rzutem mam dwie narzuty, których nie zawaham się użyć i to już dziś, bo mróz za oknem ;-)

niedziela, 28 grudnia 2014

Mgiełka...

spłynęła z moich drutów, bo w użyciu był moher i wełna z jedwabiem - obie miłe w dotyku, leciutkie. 
Ich przesuwanie na drutach było prawdziwą przyjemnością - i dla rąk i dla oka, bo i kolory nie byle jakie, czego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciach. Wełna z dodatkiem jedwabiu uprzędziona przez Kasię z WoolArtStudio 


Chusta, oprócz tego, że jest bardzo miła i lekka, to grzeje niesamowicie, co przy obecnych warunkach pogodowych jest niezmiernie ważne. Jutro wyjście do teatru, więc pewnie będzie miała swoją publiczną premierę :-)

środa, 24 grudnia 2014

Frywolnie...

kończę czas przedświąteczny - bombki poszły już z mikołajowym przesłaniem do Przyjaciół i mogę pokazać ostatnie dwie bomby - 20 cm.
Pierwsza, po przeróbce mocowania, podoba mi się zdecydowanie bardziej. 


No i druga - wzór, który jakoś strasznie mi się dłużył, ale dałam radę :-)






A teraz wracam do przygotowań wigilijnych - najwyższa pora zacząć lepić pierogi :-)