bo udało mi się wytargować od rodziny jedno popołudnie dla siebie :-)
Wykorzystałam od razu okazję i zapisałam się na kurs tkania gobelinów - to już chyba ostatnia z technik, które chciałam poznać i się nauczyć.
Na pierwszych zajęciach poszło gładko - próbka, którą wykonałam to splot podstawowych ściegów - płóciennego, dywanowego i sumaka. Nauczyłam się również, jak pracować różnymi kolorami nici, łącząc je w jednej pracy.
Zrobiłam ot taki niedługi kawałek w patriotycznych barwach z dodatkiem odrobiny czerni.
Drugie zajęcia obdarły mnie ze złudzeń, zburzyły mój spokój i zasiały niepewność, czy dam radę. Zaczęłam swoją pierwszą poważną pracę, o tematyce florystycznej, a konkretnie to ma to być zawilec wieńcowy, w stanie nierozwiniętym - w zielonościach i fioletach.
Początek już mam - niewiele widać, ale już wiem, że nie będzie łatwo. Tutaj liczy się umiejętność łączenia kolorów, splatania różnych odcieni nitek w taki sposób, aby uzyskać odpowiednią barwę, jej natężenie. Do tego cieniowania, światłocień itp. - nie wiem, czy podołam i na następne zajęcia ciesze się i obawiam jednocześnie.
Jedyną pociechą jest opinia moich współtowarzyszek, które zajmują się gobelinami od wielu lat i wiedzą, że początki nie są łatwe. I tej opinii zamierzam się trzymać do upadłego, licząc, że pod okiem nauczycielki Tereski uda mi się stworzyć coś na kształt i podobieństwo anemona, zroszonego poranną rosą ;-)
Poniżej próbki i efekty uczestniczenia pilnie w zajęciach przez kilka lat:
No to jeszcze z marzeń edukacyjnych pozostało mi nauczyć się grać na pianinie ;-)
-001.jpg)


.jpg)
