piątek, 13 lipca 2012

U prząśniczki...

na szybko, bo właśnie się dowiedziałam - możliwość poprzędzenia sobie na wrzecionie pod okiem doświadczonej Prząśniczki naczelnej ;-)
Kasia proponuje dwa terminy do przegłosowania: 19.07 o godz.17.30, lub 21.07 o godz.11.00.
Miejsce - ławki lub ogródek kawiarniany w Pasażu Wiecha na tyłach dawnych  Domów Towarowych Centrum, od strony ul. Chmielnej.

Tutaj macie info: http://woolartstudio.blogspot.com/2012/07/32.html, a ja zazdroszczę, bo mnie nie będzie, błeeee


Zdjęcie ze strony wyżej wspomnianej (mam nadzieję, że mi łba nie ukręci, że sobie pożyczyłam ;-)

czwartek, 12 lipca 2012

Urodziny u Marceliny...

odbywały się już jakiś czas temu, ale nie sposób o nich zapomnieć lub nie wspomnieć w tym miejscu.
Marcelina, to przemiła Dziewczynka - uwielbia się przebierać
gotować
robić różne piękne rzeczy
do tego często zaprasza gości
którzy mogą razem z Nią bawić się i wyczarowywać różne różności.
Raz nawet odwiedził Ją Indianin z Kowbojem ;-)
a były to Jej urodziny - mnóstwo gości, chętnych do zabawy

 gotowania
i jedzenia tego, co sami przyrządzili

gotowych tworzyć piękne prace plastyczne
  

 Zabawa trwała długo, a i Ja tam byłam, pyszności jadłam i piłam.



Raz jeszcze sto lat Marcelinko !

niedziela, 8 lipca 2012

Czy to już udar ....

bo wraca człowiek po całym dniu na świeżym, acz gorącym powietrzu (kiermasz w skansenie) i sobie obiecuje - wrócę to odpocznę, posiedzę, pobawię się z Szymim, pogadam z rodziną, może poczytam wieczorem.
Wraca i się zaczyna, bo jednak w dupkę szpili, a i przez słuchawkę telefonu inni nakręcają (dziękuję Ato ;-).
No i w ten cudny, upalny wieczór upiekłam ciasto (bo Małż za kwaśne porzeczki kupił, szkoda, żeby się zmarnowały)
zamiesiłam chleb, bo poprzedni pożarty
nacięłam lawendy, co to ją obiecałam Frasi (suszy się już Asiu i w sierpniu do Ciebie dojedzie)
w czasie eksploracji krzaków z lawendą rzuciłam okiem na wiśnię sąsiadów, co to cudnie zwiesza gałęzie nad naszą posesją, a będąc po rozmowie z Atą i wysłuchaniu o Jej wczorajszych wyczynach słoikowych, nie mogłam być gorsza - no to napadłam na wisienkę ;-)
Na tym etapie nawet Szymi przyglądał mi się z lekką ironią i rozbawieniem.
I co by się już kompletnie dorżnąć, wlazłam, jak ciele jakieś, na blog Tobatki i się zachwyciłam, oniemiałam i poczułam mrowienie w łapkach. Mrowienie skończyło około 1 w nocy, a efekt taki oto:



Użyłam koralików Toho8 w kolorze Silver Lined Teal i Toho11, kolor Opaque Frosted White. Skorzystałam ze szkółki na Craftladies i się zakochałam - ośmiorniczka cudna.
I tak dziś, jak przecierałam ze zmęczenia niedospane oczki, zastanawiałam się, czy to tak słonko na mnie wczoraj podziałało, czy jednak mam coś z głową ;-D

sobota, 7 lipca 2012

Zabawy czas...

bo piknik rodzinny to ma być zabawa dla wszystkich.
Do uczestnictwa w takim właśnie wydarzeniu zaproszono mnie jakiś czas temu, a impreza odbywała się tydzień temu w zaprzyjaźnionej szkole.
Miałam wymyślić jakieś warsztaty, na których dzieci dobrze by się bawiły i mogły wyżyć twórczo - stąd pomysł na robienie papieru czerpanego.
Najpierw dostałam od dobrych duszyczek trochę papieru z niszczarek ;-)

Potem moczył się on w wodzie dwa dni, a po zmiksowaniu i dodaniu mąki wyglądał tak:
Jeszcze trochę mieszania i pulpa była gotowa. W między czasie przygotowałam ozdoby

 a mój warsztat pracy, już na miejscu, wyglądał tak
 Młodzież ochoczo zabrała się do roboty. Odcedzała masę


 wyciskała w prasie



suszyła
 a kompozycje powstawały obłędne









Kilka osób udało się namówić również na inną działalność

 a efekty zaskoczyły nawet tworzących :-)


Pracowicie i twórczo spędzona sobota dała mi mnóstwo radości i inspiracji na przyszłość :-)

piątek, 6 lipca 2012

Mój pierwszy raz...

i straszno nie było, no może ciut na początku. Bo nigdy nie robiłam zakwasu sama. A wzięła mi się mazia zestarzała i nie było na czym chlebka smakowitego zrobić (tego, co to tutaj był wspomniany).
No to się zawzięłam, pogrzebałam, dopadłam bloga Ili, za Jej poradą powędrowałam do Pracowni Wypieków i wypróbowałam ten przepis na zakwas.

Zakwas robił się przepisowe 5 dni, jedynie oszczędność (skąd mnie cholera dopadła, to nie wiem ;-) spowodowała, że część zakwasu do wyrzucenia co dzień składałam do jednej miski, przechowując w lodówce, i na koniec zużyłam do chleba zamiast 1/2 kg mąki żytniej i 3 szklanek wody.
Chleb powstał tylko z mąki żytniej pytlowej, bo razowa gdzieś sobie poszła i nie chce wrócić ;-)
A chleb wygląda tak, nadszarpnięty zębem (bynajmniej nie czasu ;-)



A na koniec mała zajawka czegoś, co już w kolejnym wpisie pojawi się w całej krasie :-)




wtorek, 26 czerwca 2012

Co u Szymona...

pytacie. Dużo się dzieje, bo chłopak niespokojny, skażony ciekawską i wiecznie łazęgującą naturą Mamusi - cóż, pochodzenie zobowiązuje ;-)
Dzień Szymona jest pełen wrażeń, wypełniony do ostatniej chwili:
Najpierw śniadanko w domu
choć lubi posiłki w plenerze

potem trochę sportu












czasami bywa w knajpkach

lubi zawierać nowe znajomości 





zawsze znajdzie czas na zadumę się nad życiem





preferuje ruch pieszy
 choć nie gardzi innymi środkami lokomocji 




lubi spędzać czas z Mamą 


z Tatą i Siostrą
uwielbia zwiedzać różne ciekawe miejsca 

zachwycają go zwierzęta
na przykład ptaki

 lubi wyzwania, zdobywa niezdobyte 

czasami biega tak szybko, że zostaje po nim ino wspomnienie
żeby w końcu, u schyłku dnia oddać się słodkiemu lenistwu 

Ot, taki ciekawy żywot wiedzie Szymon, a z tego miejsca ściska i pozdrawia wszystkie Ciocie i Wujków

Zdjęcia, oprócz moich prywatnych, wykorzystane w tym wpisie powstały dzięki pracy i uprzejmości Katarzyny Olszewskiej "Happy Feet" oraz Radosława Potrac :-)