wtorek, 22 grudnia 2015

Dodatki świąteczne...

to bardzo miła odskocznia od codzienności - uwielbiam je robić, bo nie potrzeba dużo czasu na ich zrobienie. A takie drobiazgi, to zawsze jakiś miły element dodany do prezentu :-)







Kartki, to efekt ścisłej współpracy z Szymonem :-)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Już dawno....

ufarbowałam:

BFL



 i skandynawską

Na zimowe udziergi miała być, ale jak w takim tempie będę przędła, jak ostatnio, to będzie na następną zimę :/
No i kolejny dowód na to, że jednak powinnam pozostać przy formach prostych i płaskich.

Czapka miała wyjść i wyszła - rozmiar idealny na balon słusznych rozmiarów (taki z jarmarku, wolno fruwających ;-) Oczywiście pieczołowicie wykonana z wełenki własnoręcznie uprzędzionej, naprawdę baaaardzo się starałam.
No cóż, będę miała miarkę do następnych, albo kiedyś przerobię na rozmiar ludzki ;-)

poniedziałek, 16 listopada 2015

Za koncert...

ten dzisiejszy, premierowy "Kalejdoskop" i wszystkie moje ukochane utwory z innych płyt, za emocje, wzruszenia, za świetny kontakt z publicznością i taką zwykłą, ludzką normalność dziękuję :-)
A w szczególności za tą piosenkę...
i jeszcze za tą...



piątek, 30 października 2015

Kaputki...

z przepisów Antoniny robi się bardzo miło i efektywnie...
Najpierw powstały na drutach, dla pewnego 10-latka



Następne dla mnie, z odzyskowej włóczki - cudne szydełkowe balerinki.


No to zapowiada się mała produkcja, bo już są kolejni chętni. Poza tym jakieś różne imieninowe okazje się szykują, a i Mikołaj, ten Święty, ustawił się w kolejce ;-)

czwartek, 22 października 2015

A jednak...

wreszcie skończyłam - najpierw namieszałam, potem uprzędłam, aż w końcu zdublowałam i zwinęłam. I tak powstało 329 m z 300 g wełny, której kolory powstały dzięki zmieszaniu różnych czesanek na drumcorder'ze. 





To teraz tylko sięgać po druty :-)
Szczególnie, że kolejna wełna zeszła z motowidła...



Singiel, bodajże BFL, farbowana przez Otylię, w delikatnych, pudrowych różach i szarościach. Mam tego 90 m, bo druga część zalega na wrzecionie. Ale pewnie jakieś maleństwo z tego uplotę.
A na zakończenie zajawka czegoś w zupełnie odmiennych kolorach ;-)
Jesiennie pozdrawiam znad szydełka :-)

niedziela, 4 października 2015

Maleństwo...

w ramach odpoczynku niedzielnego usupłałam :-) Zakładka wg wzoru znalezionego w necie powstała z Aidy 10, farbowanej wieki temu własnoręcznie przez mła :-)


A z Szymim tworzyliśmy dziś jesienne nastroje :-)




Wczoraj oddawałam się szaleństwu kołowrotkowemu - 7 godzin przędzenia i ponad 150 g ukręcone. Jeszcze jeden wieczór i będzie wełenka na szydełkowe cudo, które oglądałam u Ani :-)


 

Dziewczynom wielkie dzięki za atmosferę, pomysły, pomoc i inspiracje :-) No i za pyszne jedzonko ;-)
Miły był ten weekend :-)

sobota, 12 września 2015

Papricos...

pierwszy raz, na próbę zrobiłam dziś. Połączyłam dwa przepisy - jeden od mojej Kuzynki, drugi stąd. W tym drugim było, jak dla mnie, trochę za mało przypraw. Dodałam więc te z pierwszego przepisu i tak oto powstała moja wersja pasty paprykowej:
Paprikos
1 kg papryki czerwonej, oczyszczonej, pokrojonej na mniejsze kawałki
pół papryczki chili
3 cebule średniej wielkości
70 g octu
75 g oleju
2 łyżeczki soli
2 ziela angielskie
1 liści laurowy
1 mały koncentrat pomidorowy
3 łyżki cukru
1/2 główki czosnku

Paprykę z cebulą i papryką chili wrzucić do termomixu (lub zemleć w maszynce) i posiekać 8s/obroty 8. Dodać resztę składników, oprócz czosnku,  gotować 40 min/100 st./obroty 2. 
5 minut przed końcem gotowania wycisnąć czosnek. Gorącą pastę wlewać do niedużych słoiczków, mocno zakręcać i odstawiać do góry dnem do wystygnięcia. Zimny sos jest świetnym dodatkiem do kanapek, sosów, makaronu, pieczonej ryby i wielu innych potraw. U mnie na stałe wejdzie do listy jesiennych przetworów. 

Jako, że mam weekendowy czas "dla rodziny i domu", to poczyniłam również znaną Wam na pewno, miksturkę przeciw przeziębieniową - przepis stąd. 
Pachnie nieźle, smakuje nieźle, no i nieźle stawia na nogi :-)