czwartek, 4 kwietnia 2013

Muffinki na kolację ?

A jakże, szczególnie takie z białym serem ...
Wczoraj naszło mnie na gotowanie. Moje plany pokrzyżował trochę Szymon, bo znów go dopadła jakaś grypa żołądkowa i zajął mi czas dokumentnie, ale udało mi się wieczorem na kolację przygotować Gabrysi i Filipowi muffinki z białym serem z tego przepisu z blogu Moje wypieki.
Muffinki są dosyć wilgotne, w związku z dużą zawartością masła. W przepisie podano do wyboru mleko, jogurt, kefir lub maślankę. Ja zdecydowałam się na maślankę. Efekt końcowy wszystkich nas zachwycił, no i w związku z tym nie udało mi się zrobić zdjęcia muffinkom dziś rano - rozeszły się do szkół ;-)

środa, 3 kwietnia 2013

Entrelac po raz pierwszy...

ale zapewne nie ostatni, bo wzór podoba mi się bardzo, praca posuwa się szybko, a chusta po zblokowaniu wygląda bardzo ciekawie.
Ja swoją zrobiłam z wełny Laurkowej, w pięknym różu i fiolecie (choć średnio to widać na zdjęciach), mięciutkiej, mięsistej i bardzo przyjemnej w dotyku. Chusta po zblokowaniu jest taka akurta, co by ją sobie narzucić na płaszcz. Wełna ma krótsze odcinki kolorów, niż wełny typu Drops Delight na przykład, stąd mój Entrelac jest bardziej łaciaty, ale i tak już go kocham miłością wielką :-)
W czasie pracy z powodzeniem skorzystałam z kursu Kryski - czytelnego i bardzo pomocnego. Pomysł z frędzlami również podejrzałam u niej i jest to chyba moje najbardziej ulubione wykończenie tego rodzaju chusty.




Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz :-)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Zatrzymując się...

bo czasami los stawia na naszej drodze przestrogę, drogowskaz, czyli człowieka, który swoim życiem udowadnia nam, że jest nam cudnie, dobrze, sielankowo niemalże. 
Przy takiej osobie zatrzymujemy się, przewartościowujemy swoje życie, bo możemy na nie popatrzeć z innej persprektywy, przez pryzmat problemów drugiego człowieka.

Znacie takie sytuacje, prawda ?

Ja taki drogowskaz spotkałam, gdy moja koleżanka wspomniała o Ani Bojanowskiej - osobie piszącej, tworzącej poezje, mającej na swoim koncie tomik wierszy oraz książkę o swoich zmaganiach z chorobą, która uniemożliwia Jej obecnie samodzielne poruszanie się. Autorka tak mówi:
"Piszę tę książkę z pokorą, nie chcąc nikogo pouczać, jak ma żyć i jak godnie cierpieć – to nie jest moim zamiarem. Z cichością i nadzieją w sercu liczę na to, że wszyscy cierpiący na nieuleczalną chorobę lub mający kogoś bliskiego czy znajomego borykającego się ze swoim kalectwem, po przeczytaniu tej książki staną się choć trochę silniejsi" (Anna Bojanowska).

Jestem w tej chwili w trakcie lektury Jej wierszy, wydanych w tomiku "Jeśli kochasz..." i nad każdym wierszem zatrzymuję się i próbuję spojrzeć na niego oczami autora. Zastanawiam się, jakie emocje Jej towarzyszyły, gdy pisała te słowa, co chciała przekazać, jakie uczucia i przemyślenia próbuje nazwać, ubrać w słowa.
Tak trudno wczuć się w sytuację drugiego człowieka, ale dziękuję losowi za takie osoby jak Ania - świadczą swoim życiem, że należy walczyć, bo nigdy "nie jest tak, źle, aby już być nie mogło gorzej", jak śpiewa moja ukochana Edyta Geppert.

Chcecie poznać Anią, przeczytać Jej książki - zapraszam do odwiedzenia Jej strony :-)
Niech zachętą będzie wiersz:

"Anioły bez skrzydeł"

Anioły bez skrzydeł 
żyją między nami.

Mają ciepłe uśmiechy 
i czułe dłonie, a ich serca
są świątynią miłości
i oddechem pokoju.

Bo tylko Anioły bez skrzydeł
potrafią być na wyciągnięcie ręki.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

21 lat temu...

była zgoła inna pogoda, słonko świeciło, świat radośnie witał wiosnę, która się już na dobre rozgościła, a my z mężem w godzinach porannych gnaliśmy taksówką, żeby przedostać się z zakorkowanej Woli na Pragę, do Szpitala na Szaserów.
Tam nas przyjęto szybko. Osobisty został za drzwiami, a mnie powieziono gdzieś na nieprzyjazną, zimną salę z kilkoma łóżkami. Koło mnie działy się cuda, był krzyk, płacz, szczęście, a ja sobie leżałam, leżałam i leżałam w mało komfortowej sytuacji, obdarta co nieco z godności i odzieży, bo wtedy "rodzić po ludzku" było hasłem obcym i niepopoularnym. 
Bóle przychodziły i odchodziły, aby w końcu, chwilę przed północą mógł pojawić się ON - mój pierworodny, najcudniejszy, najkochańszy, najwspanialszy Synuś - wtedy Kubuś,
dziś Kuba
W tym jednym momencie pokochałam Go miłością wielką, niepowtarzalną, a po jakimś czasie zrozumiałam co to znaczy, że posiadanie dziecka jest zgodą na to, aby twoje serce już na zawsze chodziło swoimi drogami.
Dziś nasze Dziecko kończy 21 lat, a ja jestem szczęśliwa, że mogłam mu towarzyszyć przez te lata, pokazywać świat, uczyć życia, cieszyć się powodzeniami i pocieszać w nieszczęściach. Dziś jest najstarszym Bratem, tym co to umie, wie, potrafi, a ja obserwuję z boku i patrzę, jak rozkłada skrzydła dorosłości i wyfruwa z gniazda w świat, jak realizuje swoje marzenia i plany.
Życzę Ci Synu, aby życie Cię nie zawiodło i niosło mądre doświadczenia, a Ty abyś mógł realizować swoje plany i marzenia.

niedziela, 31 marca 2013

Półmetek...

świąteczny za nami, więc chyba mogę zacząć podsumowywać. 
Leniwie i niespiesznie nam czas płynie. Szymi miał chwilkę, aby popozować do zdjęć, jeszcze w piżamie
zrobić samodzielnie kilka fotek dokumentując świąteczne przygotowania starszego Brata ;-)
 pomóc Gabrysi w przygotowaniu i dekoracji ciasteczek na przegryzkę


Ja mogę pochwalić się ukończeniem Entrelaca (ale jeszcze nie zblokowany)
Miałam również chwilkę, żeby ponownie zasiąść do bardka.
Tym razem skorzystałam z filmu Studenckiego Koła Naukowego "Mare Nostrum", który znalazłam w necie - bardzo pomocny. Na jakiś zdjęciach zauważyłam, że osoby tkające na bardku korystają czasami z ram do tkania gobelinów. Dzięki uprzejmości Kasi i ja takie tymczasowo posiadam, więc postanowiłam je wykorzystać.

Praca posuwałą się szybko i po około godzinie od osnucia ramy zdjęłam z niej dosyć długą zakładkę (a jakże ;-) - tym razem utkaną z jakiejś grubszej anilany. Zastosowałam kolorową osnowę, czasami próbowałam podbierać kolorowe nitki i wyszły mi jakieś pierwsze wzorki.



A tak na marginesie - robiąc tą krajke pozwoliłam myślom szybować swobodnie i tak do mnie dotarło, że w przypadku wielu technik, których się uczyłam, zaczynałam od zakładek właśnie. Stąd mam ich całe mnóstwo - i frywolitkowe, i pergaminowe, i z koronki klockowej, teraz również tkane, nie wspominając już o haftowanych krzyżykami i hardangerem.
A czym zakładam strony w książkach ? No czym, choć pytanie to raczej retoryczne ;-) A bilecikiem na przykład, albo jaką czystą chusteczką do nosa, skrawkiem papieru, okularami w ostateczności, tylko na noc. I tak się teraz zastanawiam - czy ja, aby na pewno, łapię się w granicach norm różnych ?

Aaaaa, i w ramach serc pokrzepienia widoki zza okna - jeszcze cieplutkie, dzisiejsze, z wieczora...


Ściskam i życzę co najmniej tak dobrego jak pierwszy, drugiego dnia Świąt :-)

sobota, 30 marca 2013

Świątecznie...

bo czas po temu, aby życzyć Wam moi Czytelnicy, Komentatorzy, Podglądacze:


Zdrowych, pogodnych Świąt Wielkanocnych
pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju, 
serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół
oraz wesołego "Alleluja"


piątek, 29 marca 2013

W odpowiedzi...

na powiedzenie, że szewc bez butów chodzi i na dowcipy mojej koleżanki Ani, że ja to na pewno żadnych jaj dekoracyjnych mieć nie będę, moja przekora tupnęła nóżką i tematyczne  ozdoby powstały.
Najpierw udało mi się okleić dwa jajka - bałam się, jak sztywna nić lniana będzie się przyklejać do styropianu, ale obawy moje były bezpodstawne. Wszystko pięknie się przykleiło, a jajca bardzo mi sie podobają :-)
Potem do dwójki dołączyło trzecie i całą rodzinka prezentuje się następująco:
 Zawisły już na moim wianku, a do jajek dołączyły solne ptaszki.

Myślę, że ozdoba wygląda odpowiednio świątecznie, jak sądzicie ?