sobota, 10 września 2011

Wrzesień...

Wrzesień jest dla mnie miesiącem wyjątkowym, bo właśnie w tym miesiącu obchodzę kolejną rocznicę odejścia mojej Mamy - w tym roku już X.
Przez te 10 lat był to dla mnie miesiąc smutku, specyficznej tęsknoty z bliską Osobą. Choć we wspomnieniach mam różne chwile, bo byłyśmy tak odmienne, że nie obyło się oczywiście bez spięć, drobnych awantur, to teraz stało się to jednak nieważne i  na pierwszy plan wychodzą te najfajniejsze chwile i tylko gdzieś w głębi żal, że nie da rady już zamknąć pewnych spraw.
11 września, dzień szczególny dla wielu osób, bo wtedy, 10 lat temu zmienił się ich świat i nigdy już nie wróci na stare tory. Dla mnie w tym samym momencie rozpoczęła się moja osobista tragedia – w tym dniu, dokładnie w momencie ataku na WTC, moja Mama wchodziła do szpitala na niewinne badania, a 15 dni później już Jej nie było.
Minęło 10 lat, a tegoroczny wrzesień jest jednak dla mnie miesiącem szczególnym (jak zresztą cały rok) i jednak nie do końca jesiennym, bo gdzieś w środku mnie rozkwita Wiosna i radość szczególna. Bo obok mnie jest mój Synek, kolejny Wnuczek mojej Mamy - szkoda, że nie mieli okazji się poznać, ale mam nadzieję, że Babcia czuwa nad Szymciem.
I mam nadzieję, że kiedyś, jak Szymon dorośnie, uda mi się mu przekazać, jak wspaniałym człowiekiem była Jego Babcia Mila.
Tęsknię Mamusiu... 


wtorek, 6 września 2011

Jak sprawić facetowi frajdę...

Było to już jakiś czas temu, pod koniec lipca. Jak co roku i jak większość Krzysztofów, tak i mój mąż w tym właśnie miesiącu obchodził imieniny.
Co roku przeżywam ten sam dylemat odnośnie prezentu. Mąż, jako taki, nie ma szczególnych pasji – owszem lubi gotować, grzebać w różnych domowych urządzeniach, ale żeby jakieś ryby, szachy czy inne pasjonujące zajęcia, to nie.
Nie to, żebym narzekała, ale w kwestii prezentów sytuacja taka tworzy poczucie bezradności, bo ile koszul, krawatów itp. można kupować. Listę płyt muzycznych i książek kulinarnych raczej wyczerpałam i w tym roku  problem pojawił się straszliwy.
Ale z pomocą przyszedł mi portal zakupów grupowych – wpadła mi w oko oferta jazdy off-roadowej. Zaryzykowałam, wykupiłam i w ostatni weekend lipca stawiliśmy się na Okęciu.
Mąż radosny, jak małe dziecko wsiadł do umorusanego samochodu i pod okiem trenera zapoznawał się z jego wnętrzem, wyposażeniem, zasadami prowadzenia itp.



No i się zaczęło – najpierw powoli ruszył w stronę toru, umiejscowionego w gęstych zaroślach, po czym oddał się szaleńczej jeździe. 


Plask błota, ryk silnika i inne oznaki udanej jazdy słychać było w odległości kilkuset metrów. Radosny solenizant pojawiał się i znikał w swym szalonym pojeździe, a my z Szymonem próbowaliśmy uchwycić te chwile szczęścia aparatem.






Sądząc po minie Krzysia, już po jeździe (która trwała godzinę) prezent był jak najbardziej trafiony i nie była to jego ostatnia przygoda z samochodami terenowymi. 


Sądząc po kółkach wózka Szymka, nie tylko Tatuś lubi jazdę off-roadową ;-)


Więc gdybyście miały taki problem jak ja, to polecam, zdecydowanie polecam, bo nasi dorośli Panowie nadal pozostali małymi chłopcami i kochają bawić się autami ;-)

A Szymka uszczęśliwiłam dziś w taki oto sposób:



Pierwsza jazda odbyła się bez przeszkód – pojechaliśmy zakupić kask. Nakrycie głowy trochę popsuło Szymkowi zabawę, ale poza tym rower to jest chyba to ! Za tydzień sprawdzimy trafność zakupu nad morzem :-)

poniedziałek, 5 września 2011

Bransoletek czar.... i szał

bo to już nie jest normalne ;-)
Ale ja tak baaaardzo lubię składać te bransoletki - ceramika w połączeniu z koralikami modułowymi ciekawie wygląda na rzemieniach. Uwielbiam mieszać kolory, dobierać dodatki - niby nic odkrywczego, ale padło mi na zwoje twórcze i już :-)
Jak będziecie miały dosyć, to wyślijcie mnie na odwyk !










 








niedziela, 4 września 2011

Perłowo cd...

Powstały kolejne kolory. No i trochę wzbogaciłam zestawy - białe korale dostały do kompletu kolczyki




A szarości to już cały wachlarz możliwości - korale, bransoletka i kolczyki.




Trochę z nimi jest zabawy, szczególnie po dłuższej przerwie w robieniu, jak się wyjdzie z wprawy, ale jakoś podołałam, nie pogryzłam nikogo ;-)

sobota, 3 września 2011

Pracowicie...

Poziom zapracowania u mnie ostatnio na poziomie super-wysokim. Bo i Kuligów, i spotkania robótkowe, nie zapominając o Szymciu i pozostałych Szkodnikach.
W zeszłym tygodniu, w gronie sympatycznych i bardzo kreatywnych Pań, w Galerii przy Fabryczce, bawiłyśmy się kalką, tuszem, stalówkami, siatkami i innymi takimi. Najpierw poznałyśmy podstawowe właściwości kalki, a potem każda z Pań wykonała własny projekt - zabawa była przednia i mam nadzieję, że to nie było nasze ostatnie spotkanie.













W międzyczasie, na spacerach z Szymkiem, kiedy ten sobie smacznie spał, udało mi się dorobić bransoletkę do kompletu do naszyjnika, wykonanego już jakiś czas temu. Lubię ten wzór - ładnie się układa, sprawnie się robi, pasuje i do gładkich i cieniowanych nici.




A Szymcio mnie czasami jednak podgląda, choć udaje, że śpi ;-)



Czy ktoś zgadnie, jak powstało to zdjęcie ? Dodam, że bez użycia Photoshopa ;-)