Wrzesień jest dla mnie miesiącem wyjątkowym, bo właśnie w tym miesiącu obchodzę kolejną rocznicę odejścia mojej Mamy - w tym roku już X.
Przez te 10 lat był to dla mnie miesiąc smutku, specyficznej tęsknoty z bliską Osobą. Choć we wspomnieniach mam różne chwile, bo byłyśmy tak odmienne, że nie obyło się oczywiście bez spięć, drobnych awantur, to teraz stało się to jednak nieważne i na pierwszy plan wychodzą te najfajniejsze chwile i tylko gdzieś w głębi żal, że nie da rady już zamknąć pewnych spraw.
11 września, dzień szczególny dla wielu osób, bo wtedy, 10 lat temu zmienił się ich świat i nigdy już nie wróci na stare tory. Dla mnie w tym samym momencie rozpoczęła się moja osobista tragedia – w tym dniu, dokładnie w momencie ataku na WTC, moja Mama wchodziła do szpitala na niewinne badania, a 15 dni później już Jej nie było.
Minęło 10 lat, a tegoroczny wrzesień jest jednak dla mnie miesiącem szczególnym (jak zresztą cały rok) i jednak nie do końca jesiennym, bo gdzieś w środku mnie rozkwita Wiosna i radość szczególna. Bo obok mnie jest mój Synek, kolejny Wnuczek mojej Mamy - szkoda, że nie mieli okazji się poznać, ale mam nadzieję, że Babcia czuwa nad Szymciem.
I mam nadzieję, że kiedyś, jak Szymon dorośnie, uda mi się mu przekazać, jak wspaniałym człowiekiem była Jego Babcia Mila.
Tęsknię Mamusiu...
