niedziela, 10 kwietnia 2011

Na przekór...

nadchodzącemu czasowi, obfitującemu w obdziergiwanie jaj i innych takich ja zasiadłam na chwilkę do filcu (a bo zimno na dworze, a Szymon ma zapalenie ucha). No i na szybko zrobiłam parę bransoletek dredowych




jedną płaską



i dredowy naszyjnik.



 A dziś chyba mam ochotę na jaja szydełkowe, które pokazała Bean, co by nie było, że zupełnie nie czuję nadchodzącej Wielkanocy ;-) Będzie czym ustroić wierzbę w wazonie.

6 komentarzy:

  1. Ojojojoj! Nie wiem komu bardziej współczuć! Tobie czy Szymkowi! Bidulek malutki :-(
    Dobrze, że chociaż ciut ciut mogłaś porobótkować :-)
    Zdrowia życzę maluszkowi!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. wyglada to jak poskrecane wezownice ;) ;) szymkowi szybkiego powrotu do zdrowioa zycze bo bol ucha jest straszny :(

    OdpowiedzUsuń
  4. No to się wyjaśniło, czemu mamci potrzebował jak lekarstwa! Nacierpi się malutek.
    Niech się zbiera do kupy piernikiem, niech zdrowieje - i pozwoli odżyć mamie. Buziaki serdeczne dla Ciebie i Zniewalającego Oczami Młodzieńca z Bolącym Uszkiem!

    OdpowiedzUsuń
  5. Szymon dziękuje za życzenia powrotu do zdrowia. W sumie, dzięki lekom, czuje się dobrze i mam nadzieję, że do piątku wyzdrowiejemy. Tym bardziej, że mój smyk okazał się lekomanem i łyka te wszystkie syropki, jak świeże bułeczki. Bardziej martwi mnie fakt, że takie zapalenia uszu lubią nawracać i ponoć jest to już pewna skłonność organizmu. Oby nie i oby była to jednorazowa historia.

    Blogniedzielny - no rzeczywiście, poskręcane wężownice, jak nic z tych dredowych bransoletek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sylwko, uściski dla Szymka!!! I dla Cię również!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :-)