niedziela, 20 lutego 2011

Odleżyny

Czasami, jak coś długo leży, dostaje odleżyn, jęczy, co by się zająć, zainteresować, przewrócić na drugi boczek, a najlepiej zacząć używać. Jak mówią znawcy, organ długo nieużywany zanika, więc w strachu, co by mi nie zaniknęły, wyciągnęłam w końcu z szuflady SZYDEŁKA DO CROTATÓW.
Czy to kopniaki od Middii, czy wyrzuty sumienia, czy też strach o los biednych narządek, co to ich tak pożądałam kilka (!!!) lat temu, nie wiem, ale wreszcie się zmobilizowałam. 
No i wczoraj, po zdanym egzaminie kończącym moje studia podyplomowe (5 na dyplomie), otworzyłam sobie kurs Middii i kroczek po kroczku zaczęłam ogarniać tą, nie do końca nową dla mnie, technikę. Tak naprawdę to połączenie dwóch technik (co dokładnie wyjaśnia moja Nauczycielka) - szydełka i frywolitki igłowej, nie bardzo skomplikowane, ale jednak taki kursik to wygoda ogromna.
Korzystając ze schematów, podanych przez Middię, zrobiłam 2 próbki - najpierw mały motyw w kształcie kwadratu
następnie kawałek naszyjnika, co by wypróbować obdziergiwanie łańcuszka. 

Udało się, wyszło co prawda trochę za luźno, trochę zgrzebnie, ale mam nadzieję, że kolejne próby będą bardziej udane. Ciekawe co na to Middia powie - natrze uszu, czy może troszkę pochwali ? Ata świadkiem osobistym, że starałam się straszliwie ;-)
Mój największy ból z frywolitką igłową i crotatami to luz w robótce, a ja lubię tak bardzo, bardzo ciasno robić. Ale najważniejsze, że odleżyny oklepane, narządka odkurzone - reszta jakoś się ułoży ;-)

19 komentarzy:

  1. Ależ wychodzi to bardzo przyzwoicie :o) Odrobinka treningu, abyś zaciągała nitkę na szydełku z odpowiednią siłą, aby nie było ani za luźno ani za mocno. I będzie idealnie :o)

    OdpowiedzUsuń
  2. ładny kwadracik, Sylwia mam pytanie czy te robótki nie są za bardzo wiotkie, bo jak robię czółenkiem to są sztywne i nie wymagają usztywniania.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyświadczam i zaświadczam - Sylwia dłubała, ja patrzyłam i tłamsiłam - Szymona ;-)
    I żeby nie było! Ja swoje crotaty też wyciongłam na światłość dzienną (Sylwia świadkiem i moim motywatorem!) i nawet wydłubałam takie dziwne coś - zostało wyrzucone.
    Mój największy ból, to za mocne zaciąganie słupków! No nic! Potrenuję i dogonię tę "Zarazę" (Sylwię znaczy);-)
    I jak widzę - Szymcio został umiejętnie spacyfikowany na pozostałą część wieczoru, bo jak wychodziłam to miałaś dopiero trzy czy cztery kawałki naszyjnika, a teraz już nawet obrobiony jest brązikiem!

    OdpowiedzUsuń
  4. No ktoś się musiał dzieckiem zająć, żeby se matka mogła co innego niż dzieciuka potłamsić, no!
    Ja se tu z bogu przycupnę i się pogapię, a jak szanowna koleżaneczka się wprawi to kto wie, kto wie...:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Middia - wiem, wiem - ćwiczenie czyni mistrzem, więc nie będę się poddawać i obiecuję ćwiczyć solennie - na razie zacznę od małych motywów, może kolczykowych. No i muszę się do Ciebie wybrać (tudzież ściągnąć Cię do siebie) na naukę robienia kwiatków dwupoziomowych - bardzo mi się podobają.

    Irenko - no właśnie mi wychodzą tak troszkę wiotkie, ale myślę, że z czasem będzie sztywniej ;-) Ja frywolitek czółenkowych nie krochmalę również, bo są sztywne na blachę.

    Ata - tak, zaświadczam - też próbowałaś, ale potrzeba miętoszenia Szymcia jednak zwyciężyła. A zaciskanie próbuj w domku - tam masz przynajmniej spokój. Ja dokończyłam dzieło dziś o świtaniu, jak Młody jeszcze spał :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dorothea - taaa, szczególnie, że dziecko wyjątkowo wymagające uwagi i zainteresowania. A rozumiem, że siadasz z drutami w rączkach, co by mieć co rozpinać tą niezliczoną ilością szpileczek i co bym miała coś nowego na "żer ócz mych" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ireno, jeśli się dobierze odpowiednio dobre i pasujące rozmiarem nici, to nie trzeba krochmalić :o)
    Sylwia, może jak się ociepli spróbujemy się zgadać, bo teraz mam tam do Ciebie dwa razy dalej :o)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, no tak - zapomniałam, że się przeprowadziłaś. Ale poczekamy do wiosny - ponoć ma przyjść już w najbliższy piątek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ćwiczę kurna, ćwiczę! Bo co mi innego pozostało!

    OdpowiedzUsuń
  10. No i masz babo ... szydełko crotatowe ... po co mnie tu przygnało? Jęczało owszem cichutko, ale ja przygłucha jestem to mi nie przeszkadzało, teraz to już JĘCZY okrutnie i co ja z tym fantem mam zrobic????

    OdpowiedzUsuń
  11. no nikt nie obiecywał, że będzie łatwo - ja dziś opanowałam wrabianie koralików i powstał w związku z tym jeden koślawy kwiatek 6-płatkowy

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja między tym, a poprzednim wpisem zrobiłam swój pierwszy kwatek!
    Bez koralików, ale za to krzywy :-D
    Beata - łap za szydełko - w kupie raźniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ataboh - jak jęczy, to chwytaj i dziergaj, bo dostanie odleżyn, jak moje ;-)

    Ata - dumna jestem z Koleżanki niesłychanie !

    OdpowiedzUsuń
  14. A klocki leżą w kącie i wyją z zazdrości, bo też by chciały... ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Koroneczka - wiedziałam, że tak się skończy. Musiałaś, no po prostu musiałaś. I co ja teraz zrobię ? Jak ta żaba z dowcipu - no przecież się nie rozerwę ;-DDD

    OdpowiedzUsuń
  16. Koroneczko... musiałaś???? Moje klocki to dzwonią jakby się paliło, teraz ja obok Sylwki, jak ta druga żaba... bo przed oczami zupełnie co innego mam

    OdpowiedzUsuń
  17. Gratulacje z okazji zakończenia Podyplomówki:)hm... ciekawa technika i ładnie się prezentuje.

    OdpowiedzUsuń
  18. Tak sobie czytam i cieszę się, że nie robię koronki klockowej :D Ale za to krosna u mnie piszczą ;o)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :-)