poniedziałek, 20 grudnia 2010

Jak co roku


i w tym również obiecałam sobie solennie zakończyć działalność komercyjną z końcem listopada, co by zadbać wreszcie o świąteczny nastrój i ilość własnoręcznie wykonanych ozdób we własnym domu. No i co ? I gucio, jak zwykle. Jeszcze w piątek kończyłam ostatnie zamówione bombki karczochowe




a wczoraj składałam do kupy korale filcowe (w większości wzory się powtarzały)
 i dopieszczałam maleństwo satynowo-organzowe (zamówione przez klientkę w ostatnim momencie)


Urągałam sobie w tym czasie ile wlezie i wspominałam  (z niekłamanym zachwytem i lekką zazdrością) Wasze udekorowane domostwa i zapasy pysznie wyglądających ciasteczek. Starałam się zapomnieć o złożonej sobie obietnicy skorzystania z kursu Jolinki, czy stworzenia choć jednego, malutkiego kompleciku bombek na wzór cudeniek Krzysi - ach, można pomarzyć. Jedyną pociechą są takie oto trzy serducha, które udało mi się dziergnąć pod czujnym okiem Szymona (a synek spoglądał na ich tworzenie zza cyca z ulubionej chusty ;-) Ale w następnym roku będzie inaczej bo .... za ozdoby dla siebie biorę się już w styczniu ;-)

1 komentarz:

  1. co tu dużo mówić ,wszystko u Ciebie piękne !!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze :-)